Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


piątek, 10 lipca 2009
Captivated Hannu's hintergarten

From time to time, I play up that Finland, although its population is assessed on few million people only, has peculiarly many gifted musicians, producers likewise, about whom is always heard a lot around the Europe. Following figure, joined to this group, is Hannu Karjalainen also known as Hannu. A few days ago, he has arrived with his sophomore album, "Hintergarten", on which has been created a mosaic as an outcome putting his best leg forward of his a wide-ranging producer's skills. It's neither rock, folk, nor neoclassical and electronics. This's something above it all, a cut above.

album cover

Before he came to the place, where he stands now, Hannu had come up with a shipshape minimalist, elaborate aesthetics, searching with a fine-tooth comb a common denominator for experimental electronics and large acoustic backup. That kind of thing was his debut album, Worms iny my Piano. In spite of fact that was issued by, utterly unfimiliar for me, very small, little meaningful Irish label, Osaka, I would not be startled at all if someone pondered otherwise, reckoning it like an another treasure which could be found by courtesy of Type Records or City Centre Offices, for example. Sombre, sounding, severe silhouette of Lyhty track persuades to this even stronger.

But it's exactly as Karjalainen's soundimage has been laid out approximately three years ago. For over dozens months, he hasn't given a signal of life. Up to an occurrence of his latest EP, "Harhailua", what was presaged his forthcoming next, second longplay. However, at today's, current point of view it's seeking with diffuculty to match any connotations between these two releases. And this is because of a reason the Hintergarten is kind of a set of compositions, which I've not expected whenever he cranked them out. While the "Harhailua" was something like an oneiric, off-limits folk-neoclassical, challenging patchwork, so then the Hannu second album is likely a collection of recordings rolled out by extensively various musicians. Each volume delivers a completely dissimilar impressions, in which it's so tricky to get it straight, therefore it's a big plus for Karjalainen newest efforts.

Seemingly, there is reigned arrangement's triad (stark electronics, some subsidiary acoustic instruments and the soundspots from environment dealt with field recordings technology), but it seems his array of recombinations, kaleidoscopic, protean sonic shapes are out of to perceive absolutely. Albeit this vast, fancy palette affects much more to allow to deeper basking in this disc, where heafty, soothing a general wage though downtempo, "Lauttasaari", wends forthright Bibio nature. As well as a cinematic "Kimallus" referring to Ennio Morricone legacy, whether a surreal, frozen oriental neoclassical of "Hintergarten", thereafter a liquid, aural "Kaipaus" (its a delicate, fragile-crispy framework strongerly entangled this tune at the side of soundtrack for ... "Twin Peaks 2"). Additionaly few other elements which will lure the enthusiasts of Mum band or Twilite duo works, that is to say, fabulous rock experiences, both more technologically twisted and more typical.

Unfortunately, it hasn't gone without a drawback, seriously captured one only though. This a main disadvantage of "Hintergarten" is noised-hissing sounds (white noise perhaps?!) which really hurts may cause a little headache too like it's in an unsettled "Pop". Regardless of this temporary aching hardship, it doesn't obscure that "Hintergarten" album offers a neat options, taking a delight in the lotions for a sensible ears. Hanny couldn't knock up more compact, full diversity notwithstanding, drop-deadly full-advised album. Paradoxically, repice appears simple - entreating by whole complex surroundings (people, nature) with regard to them, of course. Overall, whatever you listen, elusive, ballad rock, somnolent ambient, hypnotic downtempo / trip hop or dotty neoclassical forms, Hannu second album is waiting for you.

01:16, marcin.nieweglowski , Reviews
Link Dodaj komentarz »
Hannu w głębi ogrodu

Od czasu do czasu akcentuje to, że Finlandia, mimo kilku milionowej ludności, ma niespotykanie wielu utalentowanych muzyków tudzież producentów, o których zawsze dużo słychać o Europie. Kolejnym w tym gronie jest Hannu Karjalainen znany też jako Hannu. Kilka dni temu pojawił się jego drugi album "Hintergarten", którzy tworzy mozaikę wynikająca z wszechstronnych umiejętności tego fińskiego producenta. Nie jest to ani rock, folk, neoklasyka czy elektronika. To coś powyżej tego wszystkiego.

okładka albumu


Zanim doszedł do tego miejsca, w którym teraz on stoi, Hannu skonstruował uporządkowaną, minimalistyczną, pokrętną estetykę, szukającą wspólnego mianownika dla elektronicznych eksperymentów oraz akustycznego zaplecza. Taki był właśnie jego debiutancki album Worms iny my Piano. Mimo że został on wydany przez niewiele mi mówiącą irlandzką wytwórnię Osaka, nie zdziwiłbym się, gdyby ludzie myśleli nieco inaczej, iż na taki skarb można trafić np. u Type Records czy Cite Centre Offices. Ponura, skromna dźwiękowa sylwetka utworu Lyhty przekonuje o tym jeszcze bardziej.

Ale tak właśnie Karjalainen prezentował się jakieś trzy lata temu. Przez ponad dwa lata nie dawał on znaku życia. Do czasu, gdy pojawiła się EPka "Harhailua", która miała zwiastować nadejście jego drugiego longplaya. Choć dzisiejszej, teraźniejszej perspektywy trudno mi znaleźć jakiekolwiek konotacje pomiędzy tymi dwoma wydawnictwami. A to z tego powodu, że Hintergarten to zestaw kompozycji, których nie spodziewałem się po tym muzyku. O ile "Harhailua" był czymś w rodzaju onirycznym, zakazanym folk-neoklasycznym patchworkiem, o tyle drugi album Hannu to jakby kompilacja nagrań stworzonych przez skrajnie różnych muzyków. Każdy utwór do zupełnie inne doznania, w których trudno się połapać, co jest akurat na plus dla Karjalainen.

Niby istnieje aranżacyjna triada (elektronika, akustyczne instrumenty i uchwycone ścinki muzycznego środowiska przepuszczone przez field recording), ale ma się wrażenie, że jego rekombinacja, kalejdoskopiczność nie zna granic. A to tylko wpływa, że można mocno zagłębić się w tej fantazyjnej płycie, gdzie ciężkie, choć o złagodzonym ciężarze downtempo "Lauttasaari" wiedzie wprost do Bibio. Albo też filmowy "Kimallus" nawiązujący jakby do spuścizny Ennio Morricone, lub też "Hintergarten" (surrealna, orientalna neoklasyka) czy też "Kaipaus" (którego delikatna, wątło-krucha konstrukcja jeszcze mocniej wikła go w klimatach ścieżki dźwiękowej do ... "Twin Peaks 2").

Do tego jeszcze parę elementów, które zainteresują fanów Mum czy duetu Twilite, czyli bajeczne doznania rockowe, bardziej technologicznie powykręcane, jak i te bardziej typowe. Jedyną wadą albumu "Hintergarten" jest to, iż czasami piszcząco-świszczące dźwięki mogą spowodować lekki bół głowy, jak to jest chwilami w "Pop". Ale nie przysłania do tego, że naprawdę jest czym tutaj rozkoszować się, znajdując balsam dla wrażliwych uszu. Hannu nie mógł spłodzić bardziej zwartego, pomimo szerokiego zróżnicowania, znakomicie przemyślanego albumu. A niby receptura jest prosta - czerpać wszystko z otaczającego środowiska (ludzie, natura) ... z szacunkiem dla niego oczywiście. A więc cokolwiek słuchasz (balladowy rock, usypiający ambient, klimatyczne downtempo tudzież trip hop, dziwne neoklasyczne powinowactwa), drugi album Hannu czeka na Ciebie.

01:16, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Komentarze (1) »
środa, 08 lipca 2009
Urban, attentive Pablopavo

Protagonist Polish reggamuffin, a crucial member of dancehall team, Vavamuffin, made a decision that now's fine time to turn over a new leaf, focusing himself to release first solo-figure album. Many signs point out that it will be remote from those Caribbean, roots vibes, what EP called "Telehon", promoting right now Pablopavo longplay, is the best proof for it.

Pablopavo

And due to this outrageous single, I decided to peer into it. As a matter of fact, I sometimes mention about the newfangled dub releases, I can tell some words regarding this one hence, too. It's needless to say, there's few reasons to set it the scene. Firstly, "Telehon" EP distinguishes by the fact that Pablopavo has invited to the production coolaboration Vitalis Popoff, the co-founder of Polish experimental netlabel - Telescope (its achievements is already available to test / buy at Juno, eventually), as well as being budding musican on the borderline dub techno, minimal and glitch areas. The title track, its glitch hip-reggae deeds, has bestowed as suitable cutting-edge form of arrangement as its quiant, graffiti-shot video (my sincere respect for an author, Cracov's artist Łukasz "Rusek" Rusinek), here. Its main lirycal theme has brough me back to an uncanny Polish James Brown song, Czesław Niemen's Sen o Warszawie.

Secondly, this EP is totally for free, eagerly waiting to download from the website of Karrot Kommando label. Thus, this Polish imprint hasn't skimped on nice stuff, fortunately. But before you check it out, you will come across a one hurdle. You have to register first ;). Although it's really worth this exertion, because an inner single would be found many things which, in my view, further yet spinning extremely positively on forthcoming Pablopavo debut album. Aside from instrumental version and acapella pattern of main tune, there's also two very palatable remixes. The authors' names don't mean me anything, unfortunately, but ... but they recorded quite intriguing "Telehon"-transformations. Every of them represents other side of original track, very fresh outlooks (organic nu soul groove or technoid electro-funk squelches), indeed.

Accordingly those tweaked, hybrid combinations, if this approaching Pablopavo longplay keeps level as wicked as on this EP is, this Polish musican will be surpassed himself, in a positive sense of meaning, of course. It will be a boogie brain. So my fingers are crossed right now. "Telehon" album will be issued by (obviously) Karrot Kommando in September.

Miejski, troskliwy Pablopavo

Ojciec raggamuffinowania po polsku oraz członek dancehallowej ekipy Vavamuffin postanawia skupić się na sobie wydając swój pierwszy, solowy album. Dużo wskazuje na to, iż będzie on daleki od karaibskich, korzennych klimatów, czego najlepszym przykładem jest EPka "Telehon" promująca ten longplay.

Pablopavo

I właśnie z powodu niezwykłości tego singla, zająłem się nim. Czasami wspominam o nowoczesnym dubie, bo mogę i o tym. Bo jest kilka powodów, abym o nim mówić. Po pierwsze EPka "Telehon" odróżnia się tym, iż Pablopavo zaprosił do producenckiej współpracy Vitalisa Popoffa - współtwórcy polskiego, eksperymentalnego netlabela Telescope (którego twórczość można już kupić na Juno, yeah), a zarazem ciekawego muzyka z pogranicza dub techno, minimal oraz idmu. Sama nowoczesność aranżacji nadaje tytułowy, glitch hip-reggae'owy numer, do którego zresztą powstał równie nietuzinkowy klip (szacunek dla krakowskiego artysty - Łukasza "Ruska" Rusinka). Którego główny motyw liryczny przypomina mi piosenkę Czesława Niemena - Sen o Warszawie.

Po drugie EPka "Telehon" jest darmowa i można ją ściągnąć ze strony internetowej wytwórni Karrot Kommando. Jest tylko jeden haczyk z tym związany - trzeba się wpierw zarejestrować ;). Ale naprawdę się na to wysilić, bo zawartość tego singla jeszcze bardziej nakręca mnie na album Pablopavo. Oprócz instrumentalnej edycji i akapelii tytułowego utworu, znalazły się dwa bardzo smakowite remiksy. Nazwy ich autorów niestety nic mi nie mówią, ale ... ale wykonali bardzo ciekawe przeróbki: nu soulowy groove czy bardziej technoidalny electro-funkowe kwiki. Jeżeli nadchodzący longplay Pablopavo będzie trzymał tak dobry poziom, jak EPka, to sam autor przejdzie samego siebie, w pozytywnym tego słowa znaczeniu :). Czacha będzie dymiła :).

Trzymam więc kciuki. Album "Telehon" pojawi się już we wrześniu nakładem, oczywiście, Karrot Kommando.

16:31, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 07 lipca 2009
Aspects of Physics ends up the round

Known so far by its pulsating glitch efforts, occasionally scattered thanks to various guitar formulas, California-based quartet takes a plunge beneath an abyss of experimental rock, finally. That kind of the fruits seems to bring their fourth album in career, "Marginalized Information Forms 3", which will be dropped 14th of July by Imputor? Records imprint.

album cover

Jason Soares team called their sound like "rocktron" (imply it directly at Facebook profile, for your attention). Although they haven't had much something in common with rock so far. Approaching rather being a sort of a following project rendering Autechre or Mouse on Mars works, tamper with a warped, slightly crude and ferocious electronics. For those who don't know this undertaking from San Diego, I'm citing two evidence - tracks such as: S.id (from "System of Social Recalibration") and Ping (released in 2004 roku in form of "Marginalized Information Forms 1" album). But apart from their prior works, Aspects of Physics leader, Jason Soares, is glitch's geek either. However, on the other side, those musicans have sometimes reached on the edge of the territories in which Trifonic or Telefon Tel Aviv are active mostly.

After all, what it's enjoyed me immensely, Soares crew have been tending even further. On the third and final version of trilogy albums "Marginalized Information Forms", Aspects of Physics team will demonstrate that what, in my book, contemporary rock falls short of, in other words, a set of a courageous antidotes which duly reflecting the impacts of many genres, as well as lasting, firmly located on the rock's spade work. Possessing heavy, distinct drums, which steers every listener into a quite bit more instrumental, bleeps-riffs areas of an experimental guitar structures. Cumulatively, in the Internet is available a half album, of ten tunes, five are, to hearing. Two of them you may download right from Imputor? Records website (my favourite track included, reminiscent established Tortoise post rock standards, "Level 3"), while others - at their Myspace ("Unwindings are Sound", "Junoverse", "Swip Melp").

Certainly, you're dying to know what it will be alike, with which "Marginalized Information Forms 3" album could be compared. Now then, if you're willing to concern about a wide rock spectrum from Pivot, Sound Tribe Sector 9, through Lotus, Tempfolder to Mogwai, you arguably will go in for this plate. It heralds to be the best part of this longplay cycle for me. And chiefly like one of the most peculiar albums from experimental rock shelf this year.