Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


środa, 22 lipca 2009
Lord Newborn & The Magic Skulls's boodle

Quaint beatsmith trio consists of enigmatic figure, Shawn Lee, multifaceted guitarist, Tommy Guerrero, and sound joker, Money Mark, have hooked up themselves and cranked their common album out. It was christened as this undertaking - Lord Newborn & The Magic Skulls - which is due to drop on beginning of the September by Ubiquity Records.

album cover

Those, who remember the golden period of James Lavelle label, Mo Wax, should recognize two of them certainly. But it would be oversimplification to encompass their efforts to this episode only. Along with not-unsolved-at-all oddball Shawn Lee, Tommy and Mark made decision joining forces of individual know-how, wideningdowntempo concept as elaborate and instrumental as it could be wrapped up between those guys.

In face of those dropouts, it's miracle that "Lord Newborn & The Magic Skulls" album has even accomplished. Money hosted Lee and Guerrero to his California-based studio last winter, albeit not with in order to conceive lazy, soporificchillout release. Each of them put it his unique element what overall putting balls on their first concerned album. Quasi-partial an uphill struggle has finished successfully. Tommy has participated into built the spur-of-the-moment strummed, psychedelic rock clues, Shawn added his weird, fuzzy funky, sometimes dirty, panoply and finally Marks touched with the aid of a springy jazz groove.

On first listen, "Lord Newborn & The Magic Skulls" is not overwhelming its extraordinary outcomes. Thirteen tracks of smooth, rare filthy, cinematiclaidback tones of West-Coast sonic plot which their excerpts you can already check out at Ubiquity Records website.

Paczka Lord Newborn & The Magic Skulls

Trójka osobliwych, downtempowych producentów (w składzie: Shawn Lee - szara i przedziwnie tajemnicza eminencja; skate'owy gitarzysta Tommy Guerrerro; inżynier dźwięku Money Mark) postanowili spiknąć się i nagrać pierwszy w historii swój wspólny album. Został on nazwany tak, jak ich projekt - Lord Newborn & The Magic Skulls - i zostanie wydany przez Ubiquity Records już na początku września.

okładka albumu

Ci z Was, co dobrze pamiętają złote czasy wytwórni James'a Lavelle'a - Mo Wax (druga połowa lat 90.), to zapewne pamiętają tych dwóch ostatnich przeze mnie wymienionych muzyków. Oczywiście było by wielkim upraszaniem i ograniczaniem ich dokonań do tego czasu, ale wiadomo - dobrze i łatwo wpada w pamięć. Wspólnie z enigmatycznym ekscentrykiem, którego życiorys to jeden wielki Węzeł gordyjski, Shawnem Lee podjęli kroki polegające na połączeniu swoich sił, doświadczeń i wiedzy w celu rozszerzenia terminologii downtempo, aby wyszła z tego całość odpowiadająca artystycznej synergii tych trzech kolesi.

A tak po za tym to istny cud, że album "Lord Newborn & The Magic Skulls" w ogóle powstał i został skończony, biorąc pod uwagę różnice charakterów i w ogóle ich indywidua ;). Wyglądało to mniej więcej tak: Money zaprosił Guerrero i Lee do swojego kalifornijskiego studia. Ale nie latem, tylko zimą (wtedy jest tam podobno bardziej znośnie), ale nie w celu nagrania jakiegoś bezpłciowego, kanapowego i usypiającego chilloutowego wydawnictwa. Każdy z tej trójki wniósł do tego longplaya to, co może ofiarować najlepszego. Quasi-trzyczęściowa ewolucja tej syzyfowej pracy zakończyła się w pełni pomyślnie. Tommy odpowiadał za zbudowanie brzęków psychodelicznych rockowych namiastek, Shawn dodał do tego swoje dziwne zamazany, czasami przybrudzony, funkowy szyk, na dokładkę tego Mark dopieścił do wszystko swoim żywym jazzowym groove.

Na pierwszy rzut oka (a raczej ucha), album "Lord Newborn & The Magic Skulls" nie przytłacza jakimiś szczególnie niezwykłym wykonaniem i odbiorem. Trzynaście numerów łagodnych, czasami bardziej niegrzecznych, filmowych odprężających brzmień utkane w muzyczną fabułę z Zachodniego Wybrzeża. Z fragmentami tych kompozycji możecie zapoznać się na stronie internetowej wytwórni Ubiquity Records już teraz.

12:32, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 20 lipca 2009
Delay under cover the darkness

To his relief, he can't be called someone who eats his head off. After his a warm liaison with dance, pop music (Loumo's "Convival") recent year, Suomi Sasu Ripatti is en route to completely other way. I could utter he leads towards his music beginnings, putting up jazz skeleton of "Tummaa" album.

album cover

Sasu Ripatti used to be the jazz drummer, but he has never truely done away with blue notes from his life forever. After 7 years living in Berlin he had returned to his native country last year, he did back to his jazz roots, being for 10 years on hiatus, alike. Obviously not alone, but along with support of two musicians stem from different parts of the world: Argentina (Lucio Capece) and Scotland (Craig Armstrong), instead of be by himself.

Overall length of particular recordings (8-minute or 10-minute mostly) can make me out an assumption that this release will be contained more elements of acoustic, emotional expression from converted ad-libbing musician than someone who has become accustomed providing minimalistic, electronics quirky compounds. Albeit, "Tummaa" album hasn't created as an outcome of common jam's explorations those three players. The strict extemporization had come up only while Delay invited master of aerophones, Capece (who's also part of Vladislav Delay Quartet), to his studio. On the other hand, it's not hard to be under impression that whole material was putting into a typical mode characteristic of a Ripatti works.

The seven compositions create live, jazz body which was imbued by a resonance of dusky, abstract, minimalist, theatrical countenance, as well as wreaks Ripattis oldschool fascinations. Vladislav Delay newest album, "Tummaa", will be issued 24th of August by British label, Leaf. At its website you can find out the pretty large (1 minute and 30 seconds for each) samples these compositions. Of course, Sasu's Myspace profile offers something similar, to listen "Melankolia", the spooky, introvert, slightly scattered piano jazz's performance.

Delay w ciemnościach

O nim trudno powiedzieć, aby próżnował. Po zeszłorocznym romansie z popem (Loumo'wy Convival), Sasu Ripatti podąża w zupełnie inną stronę. Mógłbym rzecz, że kieruje się do swoich muzycznych początków, budyjąc jazzowy szkielet albumu "Tummaa".

okładka albumu

Sasu Ripatti był kiedyś jazzowym perkusistą, ale nie porzucił synkopowych rytmów ze swojego życia na zawsze. Podobnie jak po 7 latach życia w Berlinie powrócił w zeszłym roku do ojczyzny, podobnie po 10 latach wraca do swoich jazzowych korzeni. Oczywiście nie sam, a przy pomocy dwóch muzyków z różnych stron świata: Argentyny (Lucio Capece) i Szkocji (Craig Armstrong).

Po długości poszczególnych nagrań (ośmio-, a nawet dziesięciominutowe) można dojść do wniosków, że więcej w nim będzie elementów akustycznej, emocjonalnej ekspresji nawróconego muzyka aniżeli kogoś znanego z minimalistyczno-elektronicznych kombinacji. Chociaż "Tummaa" nie powstał jako rezultat jamowych eksploracji tej trójki muzyków. Improwizacja miała miejsce tylko w przypadku relacji Delay'a ze specem od aerofonów - Capece (będący także częścią Vladislaw Delay Quartet), którego zaprosił do swojego studia. Lecz i tak trudno mi nie odnieść wrażenia, że ów materiał powstawał w typowy sposób charakterystyczny dla Ripatti.

Siedem kompozycji, które tworzą żywy, jazzowy organizm rezonansujący swoim mrocznym, abstrakcyjnym, teatralnym i minimalistycznym obliczem. Album "Tummaa" Vladislava Delaya pojawi się 24 sierpnia nakładem brytyjskiej wytwórni Leaf. Na jej stronie www możecie zapoznać się ze sporymi (1:30-minutowymi) samplami tych kompozycji, a na Myspace Sasu - odsłuchać nawiedzonego, introwertycznego, nieco rozsianego fortepianowego performensu "Melankolia".

00:13, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Komentarze (1) »
środa, 15 lipca 2009
Quantic and his far-off olio

Musically global trotter, the inexhaustible digginer seeks out an every badge of abandoned, earthed rhythms likewise, Will Holland, along with (partially) a new band, came up with his third album at Colombian, Cali-based studio. Already you know certainly how funk or jazz-cinematic passages from Great Britain, Africa or USA can taste. So now you have an occasion to acquaint with "Tradition in Transition" - a material which debunks a biased attitude once and for all that Colombia can offer nothing more, than the cocaine.

album cover

By taking off this mountainous, shadowy country in South America, instead of a domestic England, Quantic has surely known what he did and would like to achieve. Similarly Gilles Peterson's soul, Willl is horribly hungry and concerned about novel sonic sources, what haven't necessarily arrived at Europe ground yet. Thus, he brought about opposing move, in proportion to "import" motion, establishing himself in the rural city of Cali more than two years ago. The unique atmosphere of this place, located on the mesmerising Andes, as well as the life's conditions, in which Holland acts and works, you may slightly feel watching the trailer of his recent album, Tradition in Transition.

The tenth full-length issue in his prolific career, but the third recorded in his Latino studio. And of course, being the first album of new Quantic band called Quantic And His Combo Barbaro. Basically, the album is nothing particularly brand-new in terms of Holland's heretofore experience. As I mentioned before, they form old / new boodle of the musicians. So a line-up this quintet features the pianist Alfredo Linares, congo's master Freddy Colorado and drums-charmer Malcolm Catto - the trio which, together with Will, were accounted for the two other strictly "Hispanic" longplays ("Tropidelico", "Death of the Revolution"). What connects there three albums is to add up a silhouette of cinematic landscape this part of world with aid of local, sui generis music properties.

However, generally speaking, "Tradition in Transition" disc is stylistically similar to "Tropidelico". A plethora soul-funk combinations you can come across here. Sultry and sweltering oomph, which is get-at-able in hearts and minds of sage Latino musicians, obviously born and bred, only. One-man band Quantic en masse his dear, legendary friends constructed this album in such a way that it doesn't jar on in any while. There you can find both a solid dose of South American marching trip hop (it's not a wordplay, hint "Cancao Do Deserto"), intimate, a little bit unpolished, passionate soul (Linda Morena), and chic, sinewy, driven funk ("Mas Pan", "New Morning").

And as a matter of course, all those tunes have found in the womb of Brighton-based Tru Thoughts label, for which Will has been loyally cranking out, dropping a following imprints time and again for many years. It's all what can be expected by Holland: the variegated, springy, exotic compositions highly relating to copious, uncharted music legacy from Brazil, Peru, Panama and Colombia. This tireless trend-setter of nameless faces of black music has done his next purpose in his own balanced, fetching style. Gilles Peterson will be spinning it during his popular programme, hopefully.

00:27, marcin.nieweglowski , Reviews
Link Dodaj komentarz »