Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


piątek, 31 października 2008
Niezwykły okres dla Beat Pharmacy

Południowoafrykański inżynier nowoczesnego dubu - Beat Pharmacy przemierzył kolejny etap, czego wyrazem będzie jego najnowszy album. Krążek "Wikkid Times" w oczach wydawcy ma być "zbiorem dubowych protest-songów o wyszukanej i poetyckiej, lirycznej płaszczyźnie adekwatnej do nastroju chwytliwych rytmów dub techno".

okładka albumu

Za projekt Beat Pharmacy i wiele innych przedsiewzięć na pograniczu karaibskich dźwięków i elektroniki (np. Echologist) odpowiada pochodzący z Johanesburga Brendon Moeller. Imieniem i nazwiskiem tego obecnego mieszkańca Nowego Jorku było sygnowanych wiele EPek pochodzących z wytwórni Third Ear Recordings czy Echocord. Od kilku lat Brendon jest jednym z producentów wytwórni Deep Space Media. To dla tej oficyny Francois'a K. (historycznej postaci dla muzyki house i disco) stworzył pod pseudonimem Beat Pharmacy trzy albumy, których stylistyczną oś wyznaczyły muzycze wpływy z Niemiec (dub techno), RPA (afrobeat) oraz USA (jazz, rock).

Brendon Moeller aka Beat Pharmacy

Po nieco ponad roku od longplay'a "Steadfast", Moeller stworzył niecodzienną płytę. Bo trudno mówić o tym, aby elektronika płodziła krążki, której treścią jest także zaangażowana społecznie treść poszczególnych kompozycji. I tak będzie właśnie przedstawiał się "Wikkid Times" - czwarty album Beat Pharmacy. Nie dokonał on jednak tego sam. Prawie wszystkie jedenaście nagrań (z wyjątkiem jednego) posiada swojego słownego mentora. Brendon postawił na tych, którzy w pełni oddadzą klimat dubowego spektrum niosiącego przesłanie pomiędzy wersami. Na krążu zawita stary znajomy Moeller'a - Dominikańczyk Paul St Hilaire (znany szerzej jako Tikiman). Przejawem współpracy między tymi muzykami okazały się dwa utwory: rozmarzony house w dubie "Sunshine" oraz bardziej wyrazisty, tech house'owy "Nuclear Race". Z mniej znanych wokalistów, których Brendon zaprosił na swój najnowszy longplay, należą brytyjscy mistrzowie ceremoni: Coppa i Ras B. Charakter krążka "Wikkid Times" pokreślają jeszcze inni wokaliści: Damon Aaron i Spaceape (znany ze wspólpracy z Kode 9 czy też Burial'em). Powieje więc nieco amerykańskim folkiem jak i londyńskim dubstepem. Muzycznie jedenaście kompozycji Beat Pharmacy będzie poruszać się po brzegach ambientu, house'u i techno zmysłowo podmywanych przez dubowe morze wrażliwości. Najnowszemu albumowi Brendona nie szczędzą pochwał zarówno Chris Fortier, Laurent Garnier jak i DJ Hell. A fani Jeff'a Bennet, Marc'a Romboy'a czy Lulu Rouge niech się szykują na tą płytę w szczególności.

Longplay "Wikkid Times" pojawi się 3 listopada (czyli już w najbliższy poniedziałek) nakładem Deep Space Media. Z obszernymi fragmentami tego albumu Moeller'a można zapoznać się na łamach Junodownload.

22:07, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
Basowa komunikacja z podziemi

Wróżę Bassnectar'owi taką pozycję, jakiej dorobili się Freq Nasty czy Tipper na brytyjskiej scenie breakbeat. Z tą różnicą, iż Lorin Ashton będzie liderem szeroko pojętej sceny urban po drugiej stronie Atlantyku. Bo to, co on powyprawiał na najnowszym albumie "Underground Communication", zasługuje na coś więcej aniżeli wyłącznie pozytywny rozgłos.

okładka albumu

Moje porównanie Bassnectar'a do Nowozelandczyka - Darin'a McFayden'a wiąże się nie tylko względami muzycznymi, ale także estetycznymi. Lorin wygląda po prostu, jak młodszy brat/ kuzyn Freq'a Nasty'iego. Ale w twórczości wyraźnie słychać, że mashupowy junior przerósł weterana - senior'a. Nie jest to wyłącznie metafora. Freq Nasty i Bassnectar współpracują z sobą od kilku lat. Ostatnio stworzyli specjalne nagranie będące ich wyrazem poparcia dla losu Tybetańczyków w Chinach. W USA mówi się o Lorinie, jakoby był wspólnym dzieckiem hiphopowej sceny z San Francisco, kultury rave, alternatywnego festiwalu "Burning Man" oraz niezależnego grona jamowych zespołów z Kalifornii. Nazwany przez "San Francisco Weekly" "najbardziej kultową personą z pośród DJów z San Francisco", bo przez muzykę Ashton'a nie przemawiają tylko dźwięki. Agreguje ona także polityczno-społeczną treść w wirtualnym XXI wieku. Zresztą Bassnectar nie ukrywa tego, że popiera lewicowe, często niepoprawne politycznie, poglądy Noam'a Chomsky'iego, ale także kładzie duży nacisk na nowe media, którego jego zdaniem są kluczowe we współczesnym świecie zdominowanym przez międzynarodowe korporacje. Kilka lat temu wydał on własnym sumptem album Motions Of Mutation, na którym pierwszy raz pokazał swój hybrydowy - futurystyczmy, digitalny styl z pogranicza 2stepu, trip hopu, breakbeat'u, idm'u oraz hip hopu. Dwa lata temu Ashton pojawił się z drugim (a pierwszym oficjalnie wydanym) longplay'em. Mesmerizing The Ultra jeszcze bardziej maksymalizując efektywność swojego eksperymentalnego spektrum muzycznego, w tym razem bardziej skupiając się głównie na aspektach breakbeatu.

Tym razem Liron wyskakuje w totalnie zmutowanej formie (pod)miejskiego brzmienia. Pierwsze słowo albumu Underground Communication najlepiej oddaje klimat jego zawartości. Jest andegrandowe, bombardującego nieokrzesanością brzmienie zapomnianych dzielnic i ulic po obu stronach Atlantyku. Ale także pokazanie, że Internet to jedyny bastion wolnej i nieskrępowanej żadnymi pseudocenzurami wolnej myśli oraz ekspresji jednostki. Ten motyw przewija się w tekstach utworów trzeciego albumu Bassnectar'a. Mocna liryka towarzyszy bestialskim i gigantycznie brzmiącym podkładów będącym efektem ugniatania i formowania składników z półki breakbeat, glitch hop oraz dubstep. Ten ostatni pierwiastek jest wyraźnie wyczuwalny ze względu na trzęsące fundamentami biestialsko gigantycznie brzmiące pokłady, których zakres wielokrotnie przekracza skalę Richter'a. Do tego częste zaginanie rytmu w stylu Team Shadetek. Efektem tych wszystkich aranżacyjno-laboratoryjnych zabiegów jest paczka nagrań, które charakterem przypominają tytułowych "Nietykalnych" (chodzi i film rzecz jasna). Na początek tytułowe nagranie trzeciego longplay'a Ashton'a - "Underground Communication" oraz Stomp - hiper surowość technoidalnego hip hopu lata świetlne przed np. Flying Lotus'em. Digitalny dancehall ala The Bug dodatkowo wystrzelonego do innego układu planetarnego można odnaleźć w Bomb The Blocks. Orientalnie zapowiadający się "Ridiculous Wobble" to napakowany trzaskami dubstep. Skream'owi by się on spodobał. Autorska przeróbka Kick It Complex Bassnectar'a oraz androidowy "Kyrian Bee Bop" - również. Zresztą jest sto razy lepszy od dancehallowego oryginału. Choć "Underground Communication" to także progresywny breakbeat w postaci "Yo". Nagrany zresztą z Josh'em Hinden'em (breakbeatowy producent z Kalifornii) oraz raperką Kristina Maria (stąd jest ten hiszpański klimat). Od połowy Bassnectar zaczyna schodzić coraz bliżej naostrzonego glitchu i wariującego idm'u. "Impossible And Overwhelming" to triphopowe wojaże po odwiecznych marzeniach astronautów o podboju kosmosu. W "Fsosf" rozmarzyły się elektryczne owce ze znanej powieści Phillip'a K. Dick'a. Lorin pokazał także swoją twarz remikser'a cudzych utworów. W przeróbki "I Am Here" producent'a Mr. Projectile (niegdyś związanego z kultową oficyną Merck) Ashton wykorzystał idmowy potencjał zastosowując go w trip hopowym kształcie. I wyszło naprawdę bajkowo. Zresztą cały longplay jest pewnego rodzaju fenomenem.

Zapomnijcie o amerykańskim, wyblakłym breakbeat'cie pokroju The Crystal Method czy DJ Icey'a (który powinień siedieć w domu i konfitury oraz domowe dżemy robić). Pomóżcie surowość i urbaniczność Virus Syndicate przez największą liczbę, jaką możecie w stanie ogarnąć. Dodajcie do tego (hipotetycznie) moc niemieckich futurystów z duetu Funkstorung z tego roku (gdyby oczywiście dalej razem działali). I tak o to wyjdzie Wam istota "Underground Communication" - niesamowity krążek. Gdybym robił zestawienie albumów za rok ubiegły, znalazł by się on w ścisłej czołówce. Dla mnie Bassnectar (obok Starkey'a) to kwintesencja niezależnej posturbanistycznej sceny dźwięków z USA. Nadmienić warto także fakt, iż Ashton zatoczył historyczne koło. Bo jego trzeci studyjny album "Underground Communication" wydała ceniona, house'owa (sic!) wytwórnia Om Records. To ta sama oficyna z San Francisco, w której sześć lat temu pojawiła się "Float" - debiutancka EPka Lorin'a.

14:40, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 30 października 2008
Mocne wejście God Made Me Funky

Oto zespół, przy którym rock zamienia się w funk, a hip hop wali z gitarową siłą. Trzeci album kanadyjskiej ekipy God Made Me Funky "Enter The Beat" jeszcze bardziej potwierdza to, co mówi się o ich muzyce. Kto przy niej nie tańczy, ten nie umie tego w ogóle robić.

okładka albumu

Pochodzący z Toronto członkowie God Made Me Funky są znaną nu funkową kapelą głównie za oceanem. Choć niektórzy z Was, mogli już usłyszeć ich dokonania w filmie "American Pie Presents: Beta House", który pojawił się rok temu. Raz usłyszany fikuśny "Luv T'Day" czy balangowy Won More Time wpada do ucha i z niego nie wychodzi na długo. Ich niezwykłość podkreśla sam skład personalny. W zespole znaleźli się zarówno jazzowy i rockowi muzycy, jak i r'n'b'owi wokaliści oraz raper. I to w sumie ten ostatni - uliczny nawijacz - grubasek znany z pseudonimu Phatt Al stał się znakiem rozpoznawczym tego bandu. Dla ciekawych - zaczynał on karierę w jednej bandzie z samą Nelly Furtado. God Made Me Funky ma na swoim koncie wiele branżowych nagród oraz gestów docenienia ich twórczości. W 2005 roku zdobyli oni nagrodę Toronto Independent Music Awards w kategorii "R&B". Dwa lata temu ta funkowa formacja z Toronto została nominowana w Canadian Independent Music Awards do grona "Favourite Urban Artist / Group Or Duo Of The Year". A ten rok przyniósł dla ekipy Phatt Al'a kolejne wyróżnienie - wysunięcie ich kandydatury w rozdaniu Juno Awards w kategorii "R&B/Soul Recording Of The Year".

Mimo kilkunastu lat doświadczenia, zespół God Made Me Funky dorobił się właśnie trzeciego studyjnego longplay'a. Dopiero trzy lata temu od krążka God Made My Funky zaczęli oni podbój swoimi autorskimi kompozycjami. Jak nie trudno można było się domyśleć, przez pierwsze dziewięć lat działalności ekipa Phatt Al'a wykonywała covery utworów znanych osobistości muzyki czarnej: Michael'a Jackson'a, Marvin'a Gaye'a, D'Angelo czy James'a Brown'a. Trzeci longplay tej kanadyjskiej formacji Enter The Beat to rodzinny samochód muzyki czarnej z napędem na cztery koła. Dziesięć premierowych nagrań podskakujących od energii pewnego siebie rocka i rozbrykanego r'n'b. Szczególnie ten pierwszy element słychać we wprowadzającym w meandry longplay'a - zażartym "Revolushun". Zresztą jeżeliby mierzyć skalę gitarowej, nieposkromionej indywidualności, to ten numer zespołu God Made Me Funky sytuuje się najwyżej ze wszystkich. Choć jabłko daleko nie pada od jabłoni. W tym konkretnym wypadku - sąsiedztwo filmowego Brinngin' It Back. Skrzyżowanie bounce'u Gnarls Barkley z kopem Galactic. Nie brakuje także zarażającego swoją zmysłowością funku ("Comeonuptogetdown") czy bardziej discoque'owego "Too Shy". Wspomniałem, że "Enter The Beat" zawiera dychę najnowszych numerów ekipy Phatt Al'a. Ale to nie koniec zawartości tego longplay'a. Na koniec zespół pozwolił sobie na umieszczenie swojego wielkiego hitu sprzed roku, o którym już wcześniej wspomniałem, czyli euforycznego "Lut T'Day". Choć wersja koncertowa tego numeru brzmi jeszcze lepiej i pełniej. Jak to w przypadku God Made Me Funky bywało, uderzyli oni konkretną i klarowną wiązką czarnej muzyki, przy której trudno usiedzieć nawet w najbardziej wygodnej i komfortowej kanapie.

Fuzja funkowego eksperymentu tych muzyków z Toronto zakończyła się ... narazie. Bo w przypadku "Enter The Beat" zamknęli oni swój kolejny rozdział. Mimo przystępnego brzmienia, zespół God Made My Funky daleki jest od mainstreamu. Czterdzieści minut gorącej balangowej muzyki, której wybuchowy styl niekoniecznie musi być kojarzony z określonym nurtem. Słychać, że tym Kanadyjczykom sprawia wielką frajdę łączenie jednostkowych doświadczeń, z czego wychodzą wciągające, niczym dobra książka, kompozycje. Ekipa Black Eyed Peas ma się kogo obawiać, bo za zespołem God Made Me Funky stoi nie byle kto.

21:51, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2008
Zwierzęcy gniew u Mr. Oizo

Awangardowy rzeźbiarz electro szyku - Mr. Oizo zaatakuje tej jesieni swoim najnowszym, studyjnym albumem. O dziwo płyta "Lambs Anger" pojawi się nakładem Ed Banger Records - najbardziej ryczącym przedstawicielem - wytwórnią nowej fali muzyki electro.

okładka albumu


Laurent Garnier, Bob Sinclar, Sébastien Tellier, Cassius, Daftpunk, Mr. Oizo i Justice - to bodajże najbardziej znani przedstawiciele francuskiej sceny klubowej. Tym razem te dwa ostatnie projekty autorstwa Quentin'a Dupieux'a oraz Gaspard'a Augé i Xavier'a de Rosnay'a będą miały więcej wspólnego aniżeli wyłącznie uszeregowanie ich sąsiadująco. Oto po ponad dziesięciu latach Mr. Oizo opuszcza rodzinę F Communications, dla której stworzył takie hity jak M-Seq, a w szczególności Analog Worms Attack oraz oczywiście Flat Beat. Quentin'a postanowił nieco bardziej odmłodzić się i zradykalizować swój soniczny przekaz stając się członkiem ekipy Ed Banger, do której duet Justice rzecz jasna należy.

Mr. Oizo - fot: angels-ghosts.com

Po trzech latach od swojego ostatniego albumu Dupieux'a, "Lambs Anger" będzie wielkim zaskoczeniem dla fanów nowoczesnego electro; niekoniecznie utożsamianego z electro clash'em. Związek Mr. Oizo z Ed Banger będzie wyraźnie słychać, gdyż w pracach nad trzecim longplay'em Quentin'a maczał swoje artystyczne palce SebastiAn - wieloletni producent tej paryskiej wytwórni. Zdaniem magazynu Fact najnowsze wydawnictwo Dupieux'a będzie "electro disco z odważnym wyjścia funku z "Moustache (Half A Scissor)"". Choć do materiałów, do których udało mi się dotrzeć, zapowiada się na prawdziwy, historyczny francuski dotyk, w którym dominuje nuta electro. Pojawi się cover nagrania Rob BAse'a i Eze Rock'a "It Takes Two" (jako "Two Take It") w młodzieżowym stylu. Mr. Oizo udowodni także, iż numer "Bruce Willis Is Dead" nie był jego próżniaczym wymysłem, stąd także pojawi się i na "Lambs Anger". Kolejnym akcentem związanym z nieposkromionym brzmieniem oficyny Ed Banger będzie "Pourriture 2", "Pourriture 7" i "Z" oraz minimalistyczny "Steroids" (owoc współpracy z Uffe - producencką odkrytą trzy lata temu). Głos ostrego, miejskiego electro w stylu Leftfield będzie można usłyszeć w kompozycji "Hun". Na trzecim longplayu Quentin'a nie zabraknie także wielu eksperymentów oscylujących wokół noise'u, ambientu oraz glitchu.

Album "Lambs Anger" pojawi się w drugiej połowie listopada nakładem Ed Banger. Niektórych produkcji z najnowszego krążka Mr. Oizo można posłuchać na jego Myspace. Ponadto longplay zapowiada (drastyczny w końcówce) teaser.

22:36, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Komentarze (4) »
Muzyka przeciwko bezprawiu policji

Dźwięki przeciwko tym, co stoją na straży porządku publicznego i strzegący litery prawa? Czasami tak bywa, iż trzeba. A szczególnie to słychać na rodzimej kompilacji o wszystko mówiącym tytule - przesłaniu "Breakcore Przeciwko Policji". Ostra jazda po bandzie nieposkromionej oraz iskrzącej od łamań i ekstremalnych zagięć elektroniki.

okładka albumu

Chciałoby się powiedzieć: lepiej późno aniżeli wcale. Ten wpis powinien pojawić się już kilka miesięcy temu. Sprawa dotyczy w gruncie rzeczy polityki. Oto w nocy z 29 na 30 marca tego roku w Słupsku, po demonstracji przeciwko tarczy antyrakietowej, kilkudziesięciu aktywistów zostało zatrzymanych w policyjnej interwencji w prywatnym mieszkaniu. Jak to zrelacjonował jeden z jej uczestników zatrzymanie odbywało się w niezwykle brutalny sposób, samo w sobie bez nakazu rewizji - bezprawne. Wszystko na to wskazuje, iż zachowanie policjantów nie było spowodowane zagłuszaniem ciszy nocnych przez wyżej wymienionych aktywistów, ale częścią szeroko zakrojonej akcji. A czemu została zmieszana w to wszystko muzyka? Bo kilku z zatrzymanych postawiono zarzuty dotyczące naruszenia cielesności funcjonariusza policji (sic!).

I tak oto składanka "Breakcore Przeciwko Policji" jest formą benefitu - wsparcia niezależnych producentów dosadne eksperymentalnej muzyki elektronicznej. Głównie związanych z wortalem Breakcore.pl. Kilkanaście utworów o bezpardonowej i zdeterminowanej treści. Surowa choć wyszukana poskręcana, jak korkociąg, elektronika. Bezpośrednia i antypolityczna demonstracja drastycznej siły dźwięków. Mimo, że jakość tych nagrań momentami jest nieco prymitywna, to nie ma to wpływu na ogólny oddźwięk składanki "Breakcore Przeciwko Policji". Dodaje to tylko prawdziwości sił i emocji włożonych w poszczególne numery. Na czoło wysuwa się produkcja Zombie'go "Neoravemashupsratatataajriszdicho" czyli wyczesany i chwytliwy hardcore'owo-junglecore'owy mash up. Tytanowe raggacore'y Nieżytboy'a robią misz masz z potęgi każdego mentalnego reżimu. Ostre niczym żyleta oraz kasandryczne niczym "Apokalipsa Świętego Tomasza" cięcia Richard'a Murder'a są naprawdę mordercze. Jedyna na tej kompilacji babka Lonia zmutowała elektronikę namaszczając ją kocią duszą. Szczególnie aktywni na tym krążku są dwaj producenci: Ciastocore i Twiciak. Pierwszy z nich nawala anarchistycznym i metalowym, niczym szczęk stoczniowych walcowni, breakcore'm współżyjąć ze wściekłym atakiem zdeformowanych, hardcore'owych pulsacji. Czyli wszystko z koncówką "core" można usłyszeć. Nie mniej przekonywujący jest Twiciak na swój oryginalny sposób. A to rzuci on sentymentalną melodyjną czy bardziej złowieszczym wysypem amenów. A nawet narkotycznym trip hopem ("Trippin'") czy wagą ekstra ciężką wyjącego ze złości breakcore'u ("Inhale"). Ostatni element "Breakcore Przeciwko Policji" należał do Jonasza Ogór'a. Jego "Movieclaat" to kotłowanie się ponaddźwiękowego breakcore'u. Jest więc ostro, prawdziwie, brutalnie - jak to w życiu. Mega ostra jazda po skrajnościach ze skrajności bez trzymanki i taryfy ulgowej.

Inicjatywa w postaci kompilacji "Breakcore Przeciwko Policji" to czysty jak łza benefit. Cały dochód z niej (a kosztuje niedużo - 10 zł) zostanie przeznaczony na wynajęcie adwokatów dla osób, które zostały przez policję oskarżone. Jak do tej pory można było kupić ją podczas organizowanych imprez w kilku miastach (Szczecin, Toruń, Poznań). A jak ktoś ma na sercu naprawdę dobrą, choć szorstką elektronikę, ten może zakupić ją kontaktując się osobą pod adres: ordkris@op.pl. A lepiej składanki "Breakcore Przeciwko Policji" nie opisuje nic lepiej aniżeli hasło z jej okładki: "jesteśmy silniejsi niż każdy rząd i ich policja". Nic dodać, nic ująć.

19:10, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10