Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


poniedziałek, 29 września 2008
Powrót małpki Trio Valore

Niedługo pojawi się debiutancki album nowego projektu Steve'a White'a - Trio Valore. Na album "Return Of The Iron Monkey" powinni ostrzyć swoje zęby oraz przygotować portfele wyjadacze jazzfunkowej magii spod znaku The Meters czy The M.G.'s.

okładka albumu

Mało kto o tym wie, ale to właśnie Steve White (główne utożsamiany z new wave'owym zespołem The Style Council) był jedną z twarzy rodzącego się pod koniec lat 80. acidjazzowego ruchu. Miało to przełożenie na projekty, w które angażował się ten brytyjski perkusista: The Groove Train, Talbot & White. Razem z gitarzystą Damon'em Minchellą (wieloletnim członkiem kapeli Ocean Colour Scene) oraz klawiszowcem Seamus'em Beaghen'em (ma w swoim dorobku współpracę z Death In Vegas, Iggy Pop'em i duetem The Grid) w 2007 roku Steve założył ekipę Trio Valore. I jak to bywa przy tego typu "nowych" przedsiewzięciach, wcześniej czy później musieli zmierzyć się w producenckiej konfiguracji - zejść do studia i stworzyć płytę.

zespół Trio Valore

Najpierw przenieśli się do Rzymu. Bo właśnie w stolicy Włoch powstawał materiał na album "Return Of The Iron Monkey". Zajęło im to nieco ponad weekend słonecznego sierpnia. Zresztą sam proces nie był aż tak stricte studyjny, jak można było się spodziewać. Ekipa White'a stworzyła całość tak z niby marszu, na żywo. W pełnym oddaniu tworząc covery "Rehar" Amy Winehouse, "Paint It Black" Rolling Stones'ów oraz "Fire" gitarowego maestro Jimmy Hendrix'a. Oprócz nich jeszcze dziewięć w pełni oryginalnych kompozycji sygnalizujących kunszt Trio Valore. Gościnnie na debiutanckim albume Steve'a, Damon'a i Seamus'a zjawią się również: Benjamin Herman z New Cool Collective oraz Louk Boudesteijn i Jan Van Duikeren z ekipy brytyjskiej instytucji muzycznej - Paul'a Weller'a. W takiej formie zespół White'a ma za zadanie pozostawić wyrazistą i prezycyjną wiadomość na temat ich pojmowania magii groove. Czyli debiutancki album stojący pod znakiem spazm hammondowych ekscytacji, zadziornych basowych konszachtów oraz bigbandowego ultra-tanecznego jazzu.

Album "Return Of The Iron Monkey" ekipy Trio Valote pojawi się 6 pażdziernika nakładem włoskiej oficyny Record Kicks. To ta sama wytwórnia z Milanu wydała w marcu debiutancki longplay ekipy Baby Charles. Fragmenty płyty "Return Of The Iron Monkey" dostępne są na łamach sklepu Kudos Records. Zainteresowanych poznaniem bliżej tego zespołu, zapraszam do zapoznania się z ich prawie trzyminutowym występem na żywo.

18:32, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
Słodkie kłamstewka Heartbreak

Wraz z nadejściem dzisiejszego dnia swoją europejską premierę miał "Lies" - debiutancki album międzynarodowego duetu Heartbreak. O muzycznej stylistyce tego, usytuowanego w Londynie, projektu mówi się, iż "tak brzmiałyby lata 80. dzisiaj, gdyby wpierw lata 90. nie poszły w tym kierunku".

okładka albumu

Będąca hiphopowym departamentem eksperymentalnej wytwórni Warp - oficyna Lex Records coraz wyraźniej rozszerza swoje terytorium działalności. Narasta w nim wulkaniczna frakcja stawiająca na awangardowy pop. Wyraźnym tego przejawem było pojawienie się w tym roku albumu "Stainless Style" duetu Neon Neon. Zresztą wspomniany longplay był nominowany w tegorocznej odsłonie Mercury Music Prize. Ale to nie koniec niespodzianek ze strony Lex Records. Po raz kolejny postawiła ona, że tak powiem, na świeżaków. Heartbreak to duet argentyńskiego piosenkarza Sebastian'a Muravchix (przypominający Miśka Koterskiego) oraz brytyjsko-francuskiego klawiszowca Ali Renault. Poznali się nietypowo. Ali spędzał właśnie wakacje w Południowej Ameryce, kiedy usłyszał charyzmatyczny głos Sebastian'a.  Połączył ich sentyment do muzyki italo disco oraz ... metalu w postaci Black Sabbath. W niedługim czasie ich styl zostanie nazwany "metalo".

duet Heartbreak - fot. Katrin Ribbe

Ma to pełne odzwierciedlenie na ich debiutanckim albumie. Krążek "Lies" to dziesięć przeróżnych sposobów fuzji nowoczesnego electro z nutką melodyjnego, syntetycznego napięcia oraz mrocznej strony rozemocjonowanego popu. Muravchix-Renault jako wielcy fani wczesnych dokonań ekipy Klaxons, Vitalic'a czy Aphex'a Twin'a, nie zapominają także o swoich innych młodzieńczych fascynacjach - wychodzącym z czeluści podziemi techno oraz uniwersalnym błyskiem disco. Zestawili oni z sobą elegancję i energię z wyrazem i bezkompromisowością. Czyżby ten międzynarodowy konglomerat italo disco zbytnio nie naoglądał się kinowego hitu "Nie zadzieraj z fryzjerem" ? ;-). Ponadprzeciętny, renesansowy wyraz popu duetu Heartbreak pozwolił im na zestawienie z sobą Bee Gees z Ladytron ("Regret") czy też wizyty narkotycznego Depeche Mode u romantycznego Drexciya ("Deadly Pong Of Love"). Wpływowy "New Musical Express" uznał Sebastiana i Ali'ego jako tych, którzy "zabierają disco z powrotem do jego złotego okresu". W oczach "Fact" są oni "triumfem wyrafinowanego muzycznego dramatu". Zresztą nie dziwie się w ogóle takiej konkluzji, gdyż na debiutanckim longplayu duetu Heartbreak dzieje się tyle dużo, co w dobrym filmie akcji.

Próbek nagrań albumu "Lies" można posłuchać na Play.com. Można także w pełni legalnie ściągnąć jeden utwór z tego krążka: Living Just For Fun . Zachęcam także do zapoznania się z koncertowym wydaniem nagrania  We're Back. Nie wiem, jak wam, ale po oglądnięciu tego wideo w moich oczach Sebastian jeszcze bardziej przypomina mi Koterskiego ... oczywiście juniora :-].

16:02, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
Globalny świat Masali

Polscy Asian Dub Foundation - ekipa Masala przygotowuje się do premiery swojego drugiego w historii studyjnego albumu. Longplay "Cały Ten Świat" pojawi się w najbliższy piątek. I podobnie (jak to bywało wcześniej) będzie on orientalno-elektroniczną mieszanką wokalnie umiejscowioną w społecznie zaangażowanym kontekście.

okładka albumu

Założony kilka lat temu przez znanego dziennikarza muzycznego Max'a Cegielskiego kolektyw Masala z DJskiego sound systemu systematycznie przekształcał się w pełni producencki projekt. Wydany w 2004 roku debiutancki album "Long play" (zawierający m.in.: Od Tarnobrzegu po Bangladesz i XXI wiek) stał się nową jakością na polskiej scenie muzyki niezależnej. Nietuzinkowe połączenie klimatów globalnego etno z połamanymi, elektronicznymi formami okraszonymi społecznym przesłaniem, trafił na podatny grunt. Dwa lata po tym pierwszym albumie, ekipa Masala ruszyła z pracą nad swoim kolejnym długogrającym krążkiem. Jednakże społeczno-polityczne tło Polski przyczyniło się do tego, że zespół na jakiś czas zawiesił pracę nad "Cały Ten Świat". W poczuciu obywatelskiego obowiązku skupili się oni nad EPką "Obywatele IV Świata", do którego to tytułowego nagrania stworzono specjalny, bardzo sugestywny teledysk. Po jego wydaniu ekipa Masala wznowiła pracę nad swoim drugim albumem.

Finalnie dwa lata spędzone nad koncepcją "Cały Ten Świat" przyniosły trzynaście, bardzo zróżnicowanych kompozycji, co nie jest nic nowego w przypadku ekipy Masali. Ową mieszankę wybuchową mają stworzyć orientalnie zdziczały drum'n'bass czy zfolkloryzowany funkowo-cybernetyczny breakbeat. Sami muzycy określają swój styl najnowszego albumu mianem "electro-etno-dancehall-rap-punk". Kompozycje łączące wielką taneczną, energię zabawy, jak i konkretne literackie przesłanie skłaniające odbiorcę do głębszej refleksji. Zresztą w warstwie lirycznej każdy utwór będzie dotykać innej problematyki. Zespół Masala przyzwyczaił już do tego, że jego skład podlega ciągłym zmianom. Tym razem przy projekcji "Cały Ten Świat" kolektyw tworzyli: Rafał "Praczas" Kołaciński, Marcin "Duże Pe" Matuszewski, Bartłomiej "Bart" Pałyga oraz Daniel "Danielsen" Moński i Szymon "DJ Spox" Kurek. Dodatkowo drugi longplay ekipy Masala wzbogacą goście. I to doprawdy istna plejada: Rasm Al Mashna (mistrzyni ceremonii z Jemenu znana z m.in. Kultura De Natura), Tomek Osiecki (utalentowany sitarzysta), beatboxer Blady Kris, Maciek "Maćko Korba" Cierliński (mistrz liry korbowej), Mittu Sain (legendarny suficki bębniarz z pakistańskiego Lahor), Aaron Szylagi (madziarski wirtuoz drumli) oraz Gosia Orczyk i Michał Rudaś - wokaliści. I jeszcze na dokładkę - pojawią się członkowie folkowej grupy Yerba Mater: Sebastian Wielądek i Rafał Mamiński.

Pierwotnie planowano, że album "Cały Ten Świat" ukaże się pod koniec 2007 roku. Ostatecznie stanęło na 3 października nakładem Open Sources (część Anteny Krzyku) w dystrybucji Rockers Publishing. Z tej okazji powstał kilkuminutowy promocyjny mix krążka. Natomiast z całą zawartością drugiego longplay'a ekipy Masali można zapoznać się na ich Myspace, gdzie zostały udostępnione pełne wersje wszystkich trzynastu nagrań.

00:07, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 28 września 2008
Rockowy spływ Kovlo

Kłamstwo i koniunkturalizm mają bardzo krótkie nogi. Semantyczne podszywanie się zespołu instrumentalnego rocka pod postrockową kapelę jest łatwe do zweryfikowania. A wszystko to dotyczy jednego, młodego zespołu ze Szwajcarii - Kovlo. Ich debiutancki album "I'm So Happy On This Boat" niczym szczególnym nie wyróżnia się. Zresztą to kolejny przykład na to, że awangardowy rock przeżywa albo głębokie wypalenie, albo skandaliczną wtórność.

okładka albumu

Scena niezależnego rocka w tym alpejskim państwie jest młoda niczym okres obowiązywania prawa wyborczego dla kobiet w tym kraju (dla niepamiętających - uchwalone w 1971 roku - jako jedno z ostatnich europejskich państw). Gdyby nie kapela The Evpatoria Report mało kto by się spodziewał, że jest coś gitarowego, na czym można zawiesić ucho. No i jest kolejny przedstawiciel ze Szwajcarii, a dokładnie z Lugano - band Kovlo. Są oni znani głównie w swoim kraju oraz we Włoszech. Ekipa Kovlo zaliczyła również parę koncertów z Północnej Ameryce (USA, Kanada), Japonii a nawet w Rosji. A to ze względu na ich debiut, który miał miejsce w 2005 roku. Krążek (chyba EPka?!) "A New Position For A Second Degree Burnt", który w moim odczuciu zwiastywał pojawienie się po wielu latach (wreszcie) czegoś ciekawego z instrumentalnego rocka, co spokojnie mogłoby pretendować do postrockowej awangardy. Niestety ich debiutancki album nie wskazuje na to.

Powstały podczas trzymiesięcznej sesji (kwiecień-czerwiec roku 2007) we włoskim studio "Redhouse Recordings" album I'm So Happy On This Boat bardzo słabo (fragmentarycznie) spełnia oczekiwania, jakie wiązano z tym longplay'em. Zatrudnienie bardzo doświadczonych speców od muzyki (inżynier dźwięku David'a Lenci, producent Rob Ellis) nie przełożyło się na nadzwyczajne ostateczne efekty kompozycyjne. Pierwsze co rusza się w oczy, to długość poszczególnych nagrań i ich ilość. Pięć utworów trwające średnio po dziesięć minut. Na początku wzięłem to w nawias i dałem upust swojej wyobraźn. Uwierzyłem w to, iż zamierzeniem tych Szwajcarów było stworzenie wpierw koncertowej wersji swojego debiutanckiego albumu. Sam początek nic dobrego nie zwiastował. Piesze, może z lekko chodziarskie, tempo "Nancy Otori" miało odznaczać się postrockową ekspozyturą poprzez okraszenie go partią fortepianu w połączeniu z shoegaze'owym wykończeniem. Ale ile razy można słuchać podobnie brzmiących schematów? Z czterech pozostałych nagrań można co najwyżej powycinać kawałki, które znaczą coś więcej aniżeli odgrzewanie starych patentów. Szpakowawe pianino, które z czasem przeistacza się w sygnały latarnii-busoli w "Zuan Polo". Czy nieco pseudoimprowizacyjny charakter kilku ostatnich minut w "Anna Goeldin" lub filmowy ceremonializm "Pierre Riviere" (pełen unikalnych walorów).

Przykro mi to przyznać, ale zespół Kovlo nie poradził sobie z dobranym tematem. Dołączenie do zespołu gitarzysty Donatello Laurenti'ego nic konkretnego nie wniosło. Na albumie "I'm So Happy On This Boat" ekipa wpadła w ślepą uliczkę poważnych i monumentalnych gitarowych aranżacji. Stycznośc z tym krążkiem przypomina zwykłą jazdę rowerem po dolinach i wzgórzach podczas niedzielnego pikniku. I to na dodatek po raz setny w to samo miejsce. Ekipa Kovlo szczyci się tym, że implementuje do swojej muzyki elementy z jazzu oraz noise rock'a. Nie wiem którą stroną oni to robią, bo w ogóle tego nie słychać. Ogólnie to oni mają wyczucie gry. Co z tego, jeżeli ci Szwajcarzy balansują w obszarze oczywistych wzorów Caspian'a, Mogwai czy Mono. Coraz gorzej jest z tym awangardowym rockiem. Czyżby pożerał go bakcyl hipokryzji?!

17:43, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Dodaj komentarz »
sobota, 27 września 2008
Synkopowe London Elektricity

Uważany za najważniejszy drum'n'bass'owy live act na świecie - brytyjski London Electricity wydaje w przyszły poniedziałek swój kolejny album. "Syncopated City" będzie więc kolejnym wystrzałowym ładunkiem projektu Tony Colman'a w formie zawrotno-tanecznej, akustycznej mikstury.

okładka albumu

Wywodzący się z souljazzowej, londyńskiej bohemy Tony Colman miał bardzo pracujące lata. Poczynając od hucznego świętowania dziesiątej rocznicy działalności wytwórni Hospital (która miała miejsce w 2006 roku), przez zagraniczną ekspansję (w tym na Ibizę) po inwestycje polegające na jak największyn usieciowieniu własnej oficyny. Nie dziwi więc fakt, że od ostatniego albumu ekipy London Elektricity "Power Ballads" (zawierający zabawny w całej rozciągłości szlagier Pussy Galore) mijają właśnie trzy lata. Od tamtego czasu zaszły pewne zmiany.

Tony Colman - głowa London Elektricity

Na najnowszym albumie projektu Tony'ego Colman'a "Syncopated City" nie usłyszymy lirycznego nawijacza MC Wrec'a. Nie znaczy to, że coś szczególnego ulotniło się z oryginalności London Elektricity, którego brzmienie jest często zamykane w stwierdzeniu jakoby było  "pędzącą soulową muzyką". Więcej pola do popisu oddano jazzowej legendarnej piosenkarce Liane Carroll, w której głosie raz słychać nutkę sceptycyzmu (w jazzowym obrazie "This Dark Matter"). A w innym miejscu posługuje się ona wygimnastykowaną do perfekcji wokalizą (w psychodelicznym czyściu "The Point Of No Return"). Ale nie tylko jej głos usłyszymy na albumie "Syncopated City". Dodatkowo Colman zaprosił szwedzką piosenkarkę Elsę Hedberg. Znana do tej pory z albumu "Art Of No State" swojego krajana Stateless'a, u Tony'ego poprowadzi jazzrockowy "Just One Second". Ponadto w tym nagraniu będzie można usłyszeć samego Colmana. Tak, tak - będzie on improwizował ze swoim głosem wchodząc w rolę wspierającego wokalu. Zresztą chyba po raz pierwszy. Jedenaście, drum'n'bassowych kompozycji albumu "Syncopated City" będzie przesiąkniętych miejskim, muzycznym klimatem. Czyli dużo konkretnych brzmień soulu, jazzu, funku a nawet rock'n'rolla. Dziewięć z nich to w pełni świeżutkie utwory, bo "Southeastern Dream" i "Attack Ships On Fire" już od kilku miesięcy dają o sobie znać.

Longplay "Syncopated City" pojawi się 29 września nakładem wytwórni Hospital. Fragmenty krążka do odsłuchania zostały udostępnione na specjalnej podstronie oficyny Colman'a. Ponadto album promuje przezabawny klip do swingowo-rockowego utworu "All Hell Is Breaking Loose" - z wokalem Liane Carroll rzecz jasna. Zwróćcie bacznie uwagę na to, kto w teledysku odgrywa pierwsze skrzypce :-).

14:57, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9