Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


środa, 30 kwietnia 2008
Projektor Yosebu po zmierzchu

Po kilku latach działalności grecka wytwórnia Klik Records zainteresowała się swoimi rodakami, którym daleko jest do klubowego, house'owo-minimalno-progresywnego stylu. Postawili na mało znanego Yosebu i trafili w dziesiątkę. Jego debiutancku album "I'll Be Waiting Till Dawn" dorównuje, a momentami nawet przewyższa, wiele światowych, downtempowych projektów.

Okładka albumu

Mieszcząca się w Atenach (stolicy Grecji) wytwórnia Klik Records szczyci się tym, że wydaje brzmienia z przeróżnej półki, w tym także różną, jazzową optykę oraz downtempo. Do tej pory te dźwięki traktowane były jako urozmaicenie kompilacji lub autorskich albumów. Bo nie od dzisiaj wiadomo, że tą ateńską oficynę kojarzy się głównie z takimi nazwiskami: Nikos Diamantopoulos, Dousk, G-Pal i Mikael Delta. Osoby te mają niewiele wspólnego z downtempo. Widać wyraźnie, że Klik Records stawiała głównie na popularne i dobrze sprzedające się brzmienia house, minimal oraz progressive. Pewną zmianę w tym zestawieniu przyniosła listopadowa premiera pierwszego albumu greckiego producenta downtempo Yosebu. Vasilis Giouvris nie okazał się on nieznaną twarzą dla oficyny Klik Records. W 2005 roku (w duecie z Savvas'em Karabinos'em jako Acropod) nagrał chillout'owy krążek Tales Beyond The Unknown. Wcześniej, na początku lat 90. pojawiło się także kilka EPek Vasilis'a, na których testował swoje zapatrywania na muzykę techno i jungle.

Po latach rejestruje on I'll Be Waiting Till Dawn – pierwszy tak poważny sprawdziań w jego producenckiej historii. Giouvris czerpie inspirację z ... barw deszczu. A to, co tworzy, brzmi niczym, jak sam wyznaje, "podróż łzy wgłąb wodospadu". Vasilis ma twórcze przenośnie. Równie ciekawa jest jego muzyka. Podchodzi on do niej w dwojaki sposób. Szuka jej nowego znaczenia w ludziach, których nazywa "muzycznymi encyklopediami". Im więcej dociera do niego dźwięków, tym jest bogatszy, tym więcej ma możliwości aranżowania nowych kompozycji. Cały proces można przyrównać do pisarza, który im więcej czyta różnych książek oraz spotyka się z ludźmi, tym ma większe pole do intelektualnego popisu. Swoim talentem i obyciem z przeróżną muzyką wyśmienicie prezentuje się Yosebu. Zajęło mu to dwa lata. Dwa lata ciężkiej pracy w studio. Ale opłaciło się to. "I'll Be Waiting Till Dawn" to downtempo w całej jej rozciągłości. Czternaście nagrań i każde z nich brzmi, jak z innej półki. Musujący jak dobry szampan "You Will See" przypomina erotyczny lounge Parov Stelara. Nie ma co się dziwić, że przez kilka miesięcy ten utwór królował w greckich radiostacjach. To również idealny numer do klubowych przeróbek. Ponura symfonia "Soulsin" została wyjęta żywcem z ulic Gotham City. Neoklasyczne "Rosetta Stone" i "Monogram" są przepełnone artystycznymi emocjami. Nagrania które powinny być obowiązkowo wykonywane w filharmoniach. Yosebu zahacza także o post rock ("Sky Pilot", "With You"), a także o migoczący broken beat ("No Sty'gia") oraz etniczny, naturalistyczny trancebient ("Last Contact"). Giouvris ekseprymentuje także w sporej dawce na styku muzyki symfonicznej i triphopu. Udaje mu się to równie dobrze jak weteranowi w tej dziedzinie polu Deadly Avenger.

Album "I'll Be Waiting Till Dawn" przynosi tak wiele dobrego ze sobą, że trudno wszystko tutaj wyliczyć. Wszystko jest na nim spójne, uszeregowane i ustrukturalizowane. Dźwięk za dźwiękiem, motyw za motywem, rytm za rytmem. Ilustracyjny, wręcz klatkowy koktajl arystycznych aranżacji. Futurystyczna ścieżka dźwiękowa będąca dodatkowo skrzyżowaniem Nightmares On Wax, Quiet Village i Alphawezen. Wszystko prosto z Grecji. Downtempo w możliwie szerokiej (na ten moment) rozciągłości.

12:52, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 kwietnia 2008
Viktor Tóth w Polsce

W dniach 3-5 maja pojawi się na trzech koncertach w Polsce saksofonista Viktor Tóth – uznawany za jedną z największych nadziei węgierskiego jazzu. Wystąpi on wraz ze swoim projektem Viktor Tóth Tercett.

Viktor Tóth

Od najmłodszych lat ten niespełna 31-letni jazzowy muzyk jest nierozwiącznie związany z madziarskimi synkopowymi projektami. Przez Big Band Of Szekszárd, UP!, Budapest Jazz Orchestra, Kőszegi Imre Quartet, Road Six Sax, The Project 11, Djabe aż po swój autorski zespół. Od ponad piętnastu lat Viktor udziela lub jest zapraszany do współtworzenia wielu ciekawych okołojazzowych przedsięwzięć. W 2004 roku ekipa Tóth'a uformowała się w składzie: Mátyás Szandai (gitara basowa) oraz György Jeszenszky (perkusja). W maju 2005 roku Viktor Tóth Tercett wydał swój debiutancki album Climbing With Mountains. Krążek powstał przy zaangażowaniu Hamid'a Drake'a. Nie kto inny, a to właśnie ten amerykański spec od perkusji był członkiem legendarnych reformatorów z Painkiller (razem z Bill'em Laswell'em, John'em Zornem, Mick'iem Harris'em). Obecnie Hamida kojarzy się głównie z Nu Vibrational (założonej przez Carlos Nino z Ammoncontact oraz Adama Rudolpha z Build An Ark) oraz Charged (ramie w ramię z Bill'em Laswell'em i Toshinori Kondo). Longplay "Climbing With Mountains" zostały doceniony za uniwersalność brzmienia oraz globalną, akustyczną mistyczność. W muzyce Viktora nie brakuje również nawiązań do spuścizny John'a Coltrane'a i Charlie Parker'a we własnej, szykownej i pełnej pasji, węgierskiej interpretacji.

Projekt Viktor Tóth Tercett zawita do Polski już w najbliższą sobotę. 3 maja ekpa tego jazzowego saksofonisty wystąpi w krakowskim klubie Harris Piano Jazz Bar, a dzień później w poznańskim Blue Note. Tą mini trasę zamknie koncert Viktor Tóth Tercett w szczecińskim Tiger Club. W zeszłym roku w Tóth wystąpił razem z Hamid'em Drake'm (jako Viktor Tóth Quartet) podczas dwóch węgierskich festiwalów: Improvizativ Zene Festival w Wojwodinie oraz budapesztańskiego Mol Jazz Festival.

20:53, marcin.nieweglowski , Kawa na ławę
Link Dodaj komentarz »
Lewa kondycja Enduser'a

Nagrany dla oficyny Kurta Glucka album "Left" może nieusatysfakcjonować tych, którzy spodziewali się po krążku z logiem Ohm Resistance czegoś niespotykalnego. Enduser poważnie stoi w miejscu, w stagnacji. Czasami nawet słychać, jakby robił on kilka kroków w tył.

Okładka albumu

Od paru lat Amerykanin Lynn Standafer stara się unikać wszelkich prób katalogowania jego muzyki. Stąd też od wielu lat zmienia on wytwórnie z nadzieją, że brak jednej, bezpiecznej przystani uchroni go z jednej strony przed próbą uformowania Enduser'a z konkretną wytwórnią, a z drugiej zaś – marka nie wpłynie na jego wykreowanie się u niego jednotorowości. Do tej pory udawało mu się zawsze wyjść obronną ręką. W przeciągu ostatnich pięciu lat nie było albumu Enduser'a, który bardziej lub mniej nie wciągałby swoją twórczą zawartością. Najwyraźniej w przypadku "Left" coś się popsuło. Może nie są to poważne usterki, lecz ich ilość jest znacząca i na tyle wyczuwalna, iż może doprowadzić do zawrotu głowy. Radykalnie połamanych kompozycji jest tutaj, albo jak na lekarstwo, albo ich stylistyka jest naciągania, jakby autor być świecie przekonany, że materiał możę być z gumy.

Pierwszy w historii album Enduser'a dla Ohm Resistance, jakim jest krążek Left, zapowiadał się niezwykle imponująco. Najbardziej osobista płyta Lynna, czyli najbardziej dopracowana. Tworzona ponad rok w różnych miejscach w USA (Nowy Jork i San Francisco) snuła w głowach wielu słuchaczy jako niewiarygodny zestaw nagrań – totalnych wywrotowców. Do tego mastering materiału "Left" autorstwa Kurt'a Glucka (szefa amerykańskiej oficyny Ohm Resistance, znany także jako Submerged) miał być symbolem bezpieczeństwa, że z krążkiem nic złego się nie stanie. Stało się może nie bezpośrednio z płytą, ale samym Enduser'em. Początek płyty nic na to nie zapowiadał. Trance zatopiony w otchłani ambientu nagrania "In My Sleep Insteal Of In My Life" automatycznie przypominał dorobek rosyjskiego projektu Sensorica. Wgłąb płyty zasysa klimat "Black Light". Utwór stworzony z australijskim wokalistą Sol'em Thomas'em poraża swoją posępną, industrialną, wręcz cmentarną wersją trip hopu. Niestety jeżeli jedno wychodzi, drugie niekoniecznie. Drugie wspólne nagranie Lynna i Sol'a "Sublime" jest co najwyżej takie sobie. Inne owoce współpracy na "Left" wyglądają podobnie nierówno. Totalną klapę dał sławetny Scorn. Jego przeróbka "Black Light" to nic innego jak typowy średniak. Aż się wierzyć nie chce, że Harris zrobił taki blamaż w tym utworze wykorzystując tak puste pogłosy, że szok. Mick chyba nie jest świadom tego, że nie wszyscy podniecają się jego każdym wygenerowanym brzmieniem. Niektórzy wymagają coś więcej od niego. Może pofabryczne i cybernetycznie jest, ale wszystko wygląda tutaj tak pozornie i nietrwale, jak domek z kart. "Product Of Chaos" we spółce z duetem Counterstrike brzmi, jakby Enduser wcale nie maczał w nim palce. Po prostu słychać znany styl tego południowoafrykańskiego drum'n'bass'owego duetu – technoidalność i metalową ekspresję. "Product Of Chaos" zostało także zarejestrowane solowo przez Standafera. Ta singlowa wersja wpisuje się w znany styl Lynna: naszprycowana toksykami jungle'owa połamaność rytmu. Poważną diagnozę, jaką można postawić "Left" w przypadku reszty utworów, to powielanie mniej więcej takich samych schematów. O ile niespodzianką może być sentymentalny wyraz tytułowego nagrania, o tyle o "Nothing", "Interruption 4", "Retaliation" czy "Perfection – Stillness" można powiedzieć jedno – kalka za kalką. Enduser chyba nie miał zamiaru wciskania ludziom klonów? Mieląca się z prędkością samochodu wyścigowego perkusja oraz kotłowanie się wszystkiego w środku jak w maglu – to ponury żart lub odznaka depresji Lynna. Sytuację starają się ratować "Fear" i "Of View". W "Fear" przesterowane, naelektryzowane basy towarzyszą ciecią przypominającym pracę tartaku przy 200% normy lub aktywność futurystycznej fabryki samochodów. A wszystko dzieje się tam w oka i ucha mgnieniu. Za to "Of View" jest najbardziej breakcore'ową kompozycją wśród pozostałych trzynastu, które znalazły się na "Left". Miłym elementem albumu Endusera jest "Interruption 3". Numer z syrenkowym głosem Beth Andreacci to prawdziwa, mosiężna dubstepowa tuba. Konsekwentność na miarę twórczości Distance’a.

Longplay "Left" oferuje parę niezłych rodzynków, ale w ogólnym wyrazie Enduser tutaj coś szwankuje. Miał najlepszym albumem w dotychczasowej karierze Lynna, a nim nie jest. Izolacja od otoczenia negatywnie wpłynęła na to, co dostarczył. Zresztą nie od dzisiaj wiadomo, że zewnętrzne bodźce odgrywają kluczową rolę w rozwoju człowieka. Tak mocno zaangażował się w personalistyczny rezultat "Left", że Standafer wpadł w rutynę. Może i ten album jest mocno dynamiczny, choć równie mocny w swojej istocie to on nie jest. Wyraźnie brakuje zróżnicowania na miarę Comparing Paths, Calling The Vulture czy Pushing Back. Dlatego też nazywanie na "Left" jakiekolwiek nagrania utworem breakcore'owym to jedyne naginanie samej stylistyki na potrzeby płyty. Takich brzmień jest tutaj na lekarstwo. "Left" to mało przemyślany i jeszcze mniej zaskakujący fragment twórczości Enduser'a. Im mniej Lynn jest emo i pokazuje swoje doły, tym lepiej mu wychodzą płyty.

09:32, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 28 kwietnia 2008
Dycha od The Roots

Już w najbliższy wtorek 29 kwietnia odbędzie się premiera dziesiątego longplaya hiphopowej formacji z Filadelfii – The Roots. Krążek "Rising Down" będzie drugim albumem nagranym dla nowojorskiej wytwórni Def Jam.

Okładka albumu

Ekipa The Roots powstała z inicjatywy jazzowego perkusisty Ahmir'a Questlove Thompson'a oraz rapera Tariq'a Black Thought Trotter'a w 1987 roku. Szczęśliwym zrządzeniem losu chodzili oni do tego samego liceum. Kilka lat później na studiach Black Thought spotyka na swojej drodze nawijacza słów – Malik'a B. oraz basistę Leonarda Hubbard'a i klawiszowca Scott'a Storch'a. W 1993 roku pojawił się debiutancki album The Roots. Krążek Organix wydała mała, amerykańska wytwórnia Remedy Recordings. Okazał się on ogromnym sukcesem tej oficyny. Jej nakładem rozeszło się ponad sto pięćdziesiąt tysięcy egzemplarzy "Organix". Ekipa została doceniona za granie muzyki hip hop wykorzystując jedynie żywe instrumenty. Po tym udanym debiucie, do paczki The Roots spływać oferty od wytwórni, które chciałby ich wydawać. Ostatecznie zespół podpisał kontrakt z Geffen Records – majors'em z Los Angeles. Współpraca między obiema stronami trwała przez ponad dziesięć lat. Nakładem Geffen Records pojawiło się kolejnych, kilka albumów The Roots m.in.: Do You Want More?!!!??!, Illadelph Halflife, Things Fall Apart, The Roots Come Alive, Phrenology i The Tipping Point. Ostatni z wymienionych okazał się sukcesem komercyjnym formacji. Album "The Tipping Point" rozszedł się w nakładzie około miliona egzemplarzy. W roku 1999 szeregi The Roots opuścili: beatboxer Rahzel (znany szerzej jako Godfather Of Noize) oraz Malik B. (z powodu uzależnienia od narkotyków). W tym samym czasie ekipa zostaje doceniona przez muzyczną branżę. Podczas gali wręczania nagród Grammy za rok 1999, byli oni nominowani w dwóch kategoriach: "Rap Album" oraz "Rap Vocal Group". The Roots wygrali w tej drugiej za wykonanie nagrania "You Got Me" razem z Erykah Badu. W 2006 roku The Roots pojawiają się ze swoim dziewiątym albumem. Tym razem longplay Game Theory wydaje nowojorska hiphopowa wytwórnia Def Jam. Rok po premierze ich dziewiątego albumu, z zespołu odszedł basista Leonard Hubbard. Zastąpił go Owen Bibble.

ekipa The Roots

Sześć miesięcy po wydaniu „Game Theory” ekipa The Roots ruszyła do pracy nad nowym materiałem na album. Już wtedy Thompson zapowiadał, że ich najnowsze dzieło będzie w dużym stopniu posiłkować się brzmieniami syntezatorów. Choć odrazu zaprzeczał, że będzie to elektroniczny album. Tytuł longplaya "Rising Down" został zaczerpnięty z tytułu książki amerykańskiego pisarza William'a Vollmann'a. Na ponad trzech tysiącach stron ten dziennikarz z Sacramentro opisuje, z pozycji reportera, swoje dwudziestoletnie doświadczenia stykania się na codzień z przemocą w Iraku, Kambodży oraz Somalii. Do pracy nad tym longplay'em, ekipa The Roots zaprosiła samych znajomych. Nie zabraknie Malika B, Common'a (który pojawił się wcześniej na "Illadelph Halflife" i "The Roots Come Alive"), Talib Kweli (kooperujący przy "Phrenology") oraz Mos Def (który wspierał ekipę na "Things Fall Apart"”). Nie zabraknie też Porno i Mercedes Martinez (z Jazzyfatnastees), których można było usłyszeć na "Game Theory". Gościnie na „Rising Down” wystąpił także sam Jazzy Jeff. Zespół The Roots przy nagrywaniu "I Will Not Apologize" posiłkował się utworem pioniera afrobeatu Fela Kuti. "Rising Down" będzie składało się z czternastu nagrań. Oprócz tego nie zabraknie niespodzianek. Dodatkiem do nowych kompozycji będzie, trwający osiem minut, występ The Roots zarejestrowany w waszyngtońskim radiu WPFW w 1994 roku.

Album "Rising Down" promują trzy teledyski do nagrań: 75 Bars, Rising Up i Get Busy. Natomaist z zawartością samego longplaya można zapoznać się już teraz dzięki serwisowi 7Digital.

15:19, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
Wylewny Calibre

Jeden z najgłośniejszych i najbardziej utalentowanych producentów brytyjskiej sceny drum'n'bass ostatnich lat – Calibre na początku maja wydaje swój trzeci, studyjny album. "Overflow" będzie pierwszym wydawnictwem Dominicka Martina, na którym sam zaśpiewa.

Dominick Martin aka Calibre

Stał się on istnym objawieniem sceny drum'n'bass na przełomie drugiego i trzeciego milenium. Podobnie jak Norweg Teebee czy Anglik Klute, pochodzący z Belfastu Calibre diametralnie odmienił jej charakter oraz dotychczasowy, stylistyczny zasięg. Muzyka stała się dla niego ucieczką oraz lekarstwem na życie w niespokojnej Północnej Irlandii. Martin skoncentrował się na budowie własnego studia i produkcji. Talent muzyczny Dominicka odkrył Fabio – jedna z legend brytyjskiej sceny drum'n'bass. To nakładem oficyny Fitzroy'a Heslop'a – Creative Source pojawił się w 2001 roku pierwszy album Calibre'a. Płyta Musique Concrete (dedykowana jednemu z ojców muzyki konkretnej – John'emu Cage'owi) okazała się wielkim sukcesem tego Irlandczyka. Dowodem na to było przyznanie Martinowi statuetki "Best Newcomer" podczas "Knowledge Music Awards 2001" (branżowe nagrody przyznawane przez miesięcznik Knowledge). W 2003 roku Dominick usamodzielnił się zakładając własną wytwórnię Signature Records. Kolejne uznanie od branży muzycznej przyszło kilka miesięcy później. Podczas "Knowledge Awards 2003" w kategorii "Best Producer" Calibre uplasował się na drugim miejscu, tuż przed Freshem, wyprzedzając Dillinja. Dwa lata potem Calibre pojawił się ze swoim drugim, studyjnym albumem. Krążek Second Sun okazał się największym osiągnięciem Dominicka w jego dotychczasowej karierze. Prasa muzyczna nie szczędziła pochwał dla jego talentu. Brytyjskie radio BBC 1Xtra uznała go "Producentem Roku", a jego drugi longplay – za "Album Roku". W zeszłym roku Calibre wydał jeszcze Shelflife – kompilację podsumowującą jego dotychczasową twórczość.

Trzeci, studyjny album Martina "Overflow" zapowiadany jest jako "nie mniej innowacyjny aniżeli jego poprzednie płyty"”. W pracach nad najnowszym materiałem Martinowi pomagali mistrzowie ceremoni: Lariman oraz legendarny nawijacz oficyny Good Looking – DRS. Obaj maczali palce w poprzednich nagraniach Dominicka, na krążku "Second Sun". Ponadto Delroy Pottinger jest znany z tego, że łączy w sobie wokalną miksturę stworzoną z połączenia Stevie'go Wonder'a, Michael'a Jackson'a, Diany Ross oraz Randy Crawford'a. Część rytmiczna, w tym perkusja została nagrana przez Calibre'a na żywych instrumentach. Warstwą wizualną albumu zajął się także Martin. Oprócz tego po raz pierwszy będzie można usłyszeć, jak Dominick śpiewa i ocenić jego wokalne zdolności. "Overflow" zostanie wydany w dwóch wersjach. Winylowa edycja będzie składała się z dziesięciu nagrań. Kompaktowe wydanie "Overflow" będzie poszerzone o kolejne osiemnaście utworów. Najnowszy album Calibre’a ma być kolejnym przykładem na jego zdolności producenckie, które kryją się w jego niezwykłej, inżynierskiej pomysłowości połączonej z ogromną muzyczną wiedzą. Materiał zawarty na "Overflow" ma być bogatym i wyskokowym doświadczeniem dla potencjalnego odbiorcy. Przez nastrojowe i głębkowe kompozycje po mocne, ale konkretne, parkietowe uderzenia.

Wersja winylowa trzeciego longplaya Calibre’a pojawi się 5 maja. Kompaktowa edycja "Overflow" zostanie wydana dwa tygodnie później. Dystrybutor płyt oficyny Signature Records – S.T. Holdings przygotował sześciominutowe demo albumu do przesłuchania.

09:25, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 11