Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


czwartek, 31 stycznia 2008
Stuttgardzkie ilustracyjne posunięcia

Tuż przed nastaniem wiosny, w pierwszej połowie marca pojawi się debiutancki album wschodzących gwiazd niemieckiej sceny nujazz – duetu Inverse Cinematics. "Passin’ Through" będzie obfitował w taneczne rytmy broken beat oraz kolorową i ciepłą paletę nowoczesnych form jazzu.

Okładka albumu

Ojcem i mózgiem tego projektu jest niepełna 22-letni Danilo Plessow. Od najmłodszych lat był szkolony na zawodowego muzyka. W wieku sześciu lat rozpoczął swoją podróż z jazz’em, która trwa aż po dzień dzisiejszy. Szczególnie upodobał sobie perkusyjną sekcję. Dorastał a wraz z wiekiem poznawał i delektował się twórczością Archie Sheppa, Sun Ra, Karel Velebny’ego, Marvin Gaye, Stevie Wonder, nie zapominając o Johnie Coltrane i Miles Davis’ie. W wieku dziesięciu lat Danilo zaczął eksplorować hip hop (w wydaniu Nasa, De La Soul, Pete Rocka czy Madliba) oraz eksperymentować z muzyką elektroniczną. W ostateczności sprzedał on wysłużoną perkusję i stworzył własne studio nagraniowe. Dwa lata później brzmienie Plessowa zaczęło coraz bardziej się krystalizować tworząć coraz bardziej nowoczesną formę afroamerykańskich rytmów. I na bazie tego powstał projekt Inverse Cinematics, który Danilo założył razem Joachimem Tobias’em. Talent drzemiący w tych nastolatkach odkryła na początku XXI wieku wytwórnia Pulver Records. W 2002 roku pojawiła się ich debiutancka EPka "Slow Swing", która okazała się ich pierwszym sukcesem. W międzyczasie Danilo odkrył urok muzyki klubowej inspirując się jej przedstawicielami z Detroit (Carl Craig, Kevin Saunderson, Theo Parrish, Kenny Dixon Junior) oraz Londynu (Marc Mac z 4 Hero, Seiji z Bugz In The Attic). Skutkiem tego stała się kolejna płyta Shoot The Pianist dla Fluid Ounce o silnym, intensywnym i dynamicznym nusoulowym charakterze. Wielkim hitem Inverse Cinematics okazała się, wydana w 2004 roku dla Pulver Records, EPka Detroit Jazzin. Okazała się ona najlepiej sprzedającą się płytą w historii tej stuttgardzkiej wytwórni, a samo tytułowe nagranie zostało użyte jako podkład muzyczny w wielu niemieckich programach telewizyjnych. W latach 2005-2007 Danilo związał się na chwilę z małą francuską wytwórnią Faces Records, dla której stworzył dwie EPki: "Seven By Seven" i "Vogelhaufen".

Danilo Plessow aka Inverce Cinematics - fot.. Werner Pawlok

Po kilku epizodach z różnymi wytwórniami oraz występami na całym świecie (od Zagrzebia, Milanu po Wiedeń i Nowy Jork), Plessow od ponad dwóch lat regularnie i konsekwentnie pracuje nad materiałem na swój pierwszy album, który wyda nakładem Pulver Records. Chodzą pogłoski, że nad zawartością "Passin’ Through" Danilo pracował razem z Alice Russell. Głównym motywem do powstania tego albumu była chęć pokazania przez Plessowa swojej muzycznej socjalizacji: od klasyków jazzu po weteranów nowoczesnych form tanecznych. Sukcesywnie tworzył on i zbierał utwory na ten album z iście producencką roztropnością.

- Tak jak to bywa w moich DJskich setach, nie lubię ograniczać i koncentrować się nad jednym stylem. Wolę swój set rozpocząć od brzmień z lat 70. (soul, funk), stopniowo przechodząc do jazzu oraz hiphopu zamykając go muzyką house i techno z Detroit – wyjaśnia Danilo.

Ostatecznie longplay "Passin’ Through" będzie składał się z dwunastu nagrań odwzorowujące brzmienia mające kluczowy płyt na twórczość tego niemieckiego producenta. Rezultatem jego poszukiwań jest podróż po hip hopie ("Take It Back To 86", "Somethin’ New"), jazzie ("The Black Verse"), broken beat’cie ("Don’t Give Up", "Sundrops"), house’owych rytmach ("Passin’ Through", "Interplanetary Motivations") oraz latynoskiej energii ("Samba Time").

Początkowo debiutancki album Inverse Cinematics miał ukazać się w sierpniu 2006 roku. Data wydania "Passin’ Through" była przesuwana dwa razy. Album Danilo, który miał się pierwotnie pojawić w lutym, ostatecznie trafi na półki sklepów muzycznych 14 marca. Jednak już teraz jest możliwość przetestowania jego zawartości na Last FM. A dla tych, którzy są ciekawi DJskich umiejętności Inverse Cinematics, Plessow przygotował specjalny miks.

14:55, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
Zero Db w remiksach

Już w najbliższy poniedziałek pojawi się "Heavyweight Gringos" – album z remiksami nagrań Chrisa Vogado i Neila Combstocka. Autorami tych przeróbek są głównie przedstawiciele takich wytwórni jak: Fluid Ounce, Ninja Tune oraz Big Dada.

Okładka płyty

Ten londyński duet muzyczny pojawił się na horyzoncie we wrześniu 2000 wraz ze swoją debiutancką EPką "Come Party" dla future jazzowej wytwórni Fluid Ounce, którą zresztą Chris Vogado sam założył. Tytułowe nagranie w tej płyty zrobiło taką furorę, że przez kolejne trzy lata pojawiało się ono na przeróżnych składankach dotyczących nowych nurtów w jazzie. W międzyczasie stali się oni autorami wielu popularnych remiksów nagrań takich tuzów, jak: Truby Trio, Peace Orchestra, Hexstatic, Suba czy Nicola Conte. Duet Zero Db wyrósł na innowatorów, a zarazem prowokatorów w konteście łączenia i stapiania w jedną całość elementów zaczerpniętych z jazzu, electro, hiphopu i rytmów latynoskich z brudnym oraz agresywnym basem – ich wizytówką po dziś dzień. Jednak tak na dobre Chris i Neil rozwinęli się pod skrzydłami wytwórni Ninja Tune. Zadebiutowali oni w jej łonie we wrześniu 2006 fenomenalnym albumem Bongos, Bleeps & Basslines, który aż kipił od południowoamerykańskiej, pulsującej energicznej mieszanki acid jazzu, hip hopu i broken beatu. To właśnie z tego longplaya pochodzą ich ostatnie przebojowe utwory: "Coisa De Gringo", "Te Quiero" oraz tytułowy Bongos, Bleeps & Basslines.

Duet Zero Db

Na pomysł wydania najbardziej wartościowych przeróbek w formie płyty "Heavyweight Gringos" wpadł Chris Vogado. To on pokierował całym tym projektem. Vogado wybrał kilkanaście remiksów utworów z ich debiutanckiego albumu "Bongos, Bleeps & Basslines". Ten zestaw nowych interepretacji utworów duetu Zero Db zostanie wydany w dwóch formatach: kompaktowym i cyfrowym (w formie plików mp3). Pierwsza wersja będzie składała się z czternastu remiksów autorstwa: Petera Krudera, Daedelusa, Yppah oraz Toshio Matsuura. Natomiast "Heavyweight Gringos" w wersji cyfrowej to zestaw dwudziestu przeróbek, w tym sześciu, które nie pojawią się w wersji kompatkowej, a za które odpowiedzialni są: DJ Kentaro, Daisuke Tanabe, niemiecki Inverse Cinematics, Makr Force z broken beatowego kolektywu Bugz In The Attic, a także ATFC oraz szwedzki producent Dibaba. Sześć z tych remiksów duet Zero Db umieścił na swoim Myspace, a prawie całość (osiemnaście utworów) znajduje się już teraz na stronach brytyjskiego sklepu płytowego Juno.

Europejska premiera "Heavyweight Gringos" przewidziana jest na 4 lutego, czyli na najbliższy poniedziałek. Płyta także pojawi się również na terytorium Stanów Zjednoczonych, jednakże dopiero 11 marca. Natomiast tuż przed europejską premierą tego zestawu remiksów Vogado i Combstock zagrają w najbliższy piątek DJskiego seta w berlińskim klubie Icon.

07:26, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Dodaj komentarz »
środa, 30 stycznia 2008
Aleja niecodziennych remake'ów

Co było gdyby Hollywood opanowała horda zdziczałych, nonkonformistycznych, chorych umysłowo muzyków? Na pewno tak, jak to pokazano na "Break The Movies" – rodzimej, darmowej składance przedstawiającej płodnych i zwariowanych producentów sceny breakcore, mash up, hardcore. Totalna smaczna rozpierducha dla (nie każdego) ucha.

Okładka kompilacji

Ponad dwugodzinny materiał kompilacji "Break The Movies" to bezkompromisowa jatka królestwa przesterów, multum niespotykalnych mash-upów oraz surowość i wszelkie brudy dźwięków podane w przeradykalnych formach autorstwa producentów przypominających bardziej psychopatów lub szaleńców. Z pozoru muzyka niezbyt miła i przyjemna dla ucha. Na pewno nie jest ona adresowana do osób, które mają słabe nerwy i preferują brzmienia pokroju tęczowy musicbox, a słowa z końcówką "-core" kojarzą wyłącznie z filmami dla dorosłych. "Break The Movies" to trzydziestu producentów, którzy rozłożyli na czynniki pierwsze, pocięli według własnego widzimisię i poskładali w nową całość kawałki wzięte z różnych filmów. Stąd też jedynym stałym elementem tej kompilacji jest zgiełk zmian, które zachodzą wewnątrz jej co kilka minut.

Trzeba przyznać jedno, że co nagranie, to stos wrzuconych do jednego kotła pomysłów, które mimo ich nieraz chaotycznego nagromadzenia, brzmią tak sensownie i logicznie, jak oczywista oczywistość. Brak tutaj żadnych szablonów, granic. Panuje rozczochrana artykulizacja muzyki na całego. Dźwięki są zlustrowane i prześwietlone przez swoich autorów bez żadnej większej wstrzemiężliwości czy pruderii. Kompilacja jest namacalnie nierówna – w sensie trudno dogonić za jej tempem. Przechodząc z zamroczonych idmowych beatów "Ghetto Wars" Włocha Airbag Killex do kolejnego numeru, digitalny zbawiciel Jesus Is A Noise Commander wyprówa brzmieniom flaki i się nimi ochoczo delektuje. "Undersea Peanutcore" to armatnie działo hardcore’u, grające w ping ponga w "Invaders" z autorami tego numeru Nieżyt & Pereq1111 – parą zakochanych, których połączył bezkompromisowy radykalizm rytmiczny (aka jego totalna abdykacja). Outsider z Belgii – Saper w "Murderous Intent" intensywnie zabarwia krnąbrny, ckliwy i mroczny breakcore niespodziewanie kończąc go pozytywną, bazarową nutą. W "The Protector" Yinx Knight nie daje sobie dmuchać w kasze tworząc cwany mash up z pałętająca się gdzieś na boku Britney Spears. Na "Break The Movies" nie brakuje także bardziej swojskich klimatów. Ric Hard w reakcyjnym i hardcore’owym "Bimberbimber" nawiązuje do starych filmów z Polskiej Kroniki Filmowej. Depizgator jak zwykle nie zawodzi i w swoim "Faries Don't Wear Boots" wystawia jak zwykle odbiorcę na wielką próbę przetestowania gęstego niczym kisiel mash upu stworzonego na jakimś totalnym zadupiu. Za to Kwasior na tej płycie jest zmienny, niczym kobieta. W "Zmyłce" najeżdża Kingston swoim junglecore'mym walcem, by w "XTHC" zaszaleć w rytm gotyckiego breakcore’u. Swoje podwójne oblicze odcisnął na tej składance także h5n1. Raz jako reżyser chińskiego hardcore’u ze słowiańskimi potrzaskanymi epizodami ("Skurczył Mi Się Sum"), a raz jako pan i władca masakrycznej oraz krwawej operetki ("Your Mother Was A Hamster"). "Czy Nonkonformizm Się Opłaci" to globalna redekonstrukcja Rekombinatora, cyfrowych industrialnych, stręczycielskich uderzeń. Natomiast do akcentów poza polskich zawartych na "Break The Movies" można zaliczyć: atak wściekłej suszarki Kyrwastyle Project, 8-bitowe komputerowe pulsacje Pereida oraz noise’owo-junglecore’a sieczka Flusssaeure.

Temu pierwszemu, wirtualnemu wydawnictwu stworzone przez ekipę skupioną wokół wortalu Breakcore.pl, nie można zarzucić jednego. Dla samych zainteresowanych stworzenie numerów było prawdziwą przyjemnością. Zabawa na najwyższym poziome. Przekuwali stare motywy w jedną całość nadając powstałemu tworowi, czasami dosyć trudnemu do pojęcia, niekonwencjonalne oblicze. Warsztat niecodziennych możliwości. Całość tworzy coś na podobieńswo Legii Cudzoziemskiej lub francuskich impresjonistów – dopóki się ich głębiej nie pozna, doputy będzie krążyła błędna opinia na ich temat. Choć warto dodać, że "Break The Movies" nie jest pozycją dla mas. Raczej dla odbiorcy, który jest z jednej strony wymagający i otwarty, a z drugiej niełapczywy a cierpliwy. Odmień swoje życie – odwiedź i zamieszkaj w Hollycore. Muzyczna adrenalina na najwyższym poziomie oraz obrotach zupełnie za darmo.

07:30, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 29 stycznia 2008
Oldschoolowe rarytasy znad Wisły

Lata 70. miały podwójne oblicze w Polsce. Te polityczne (doskonale znane) i te kulturalne – muzyczne. Był to złoty okres polskiego big beatu, rock'n'rolla, jazzu, blues'a i funku. Te czasy stały się inspiracją do powstania serii kompilacji "Polish Funk".

Okładka kompilacji

Nie od dziś wiadomo, że wszystko, co zawiera się pod nazwą "Polish Jazz" (bo nazwa ta nie dotyczy jakby z niej prosto wynikało wyłącznie jazzu), to światowa ekstraklasa muzyczna. Prawdziwe rarytasy, którymi Polska powinna szczycić i chwalić się na każdym kroku. Kultura przez duże "K" i muzyka przez jeszcze większe "M". Próbę rewitalizacji tych brzmień podjął się chyba najbardziej zafunkowany kolektyw DJski w Polsce – Soul Service, czyli: Misty, Cpt. Sparky, Burn Reynolds oraz polski winylowy ninja – Papa Zura. Przesłuchali nieskończoną ilość analogowych płyt, wybrali najlepsze z najlepszych, przystosowali do współczesnych warunków i wrzucili na pierwszą odsłonę składanek z serii "Polish Funk". Tych którzy nie interesuje polski oldschool, rodzima muzyka pop w swoim najciekawszym i najdojrzalszym okresie lub też po prostu nie mają smykałki do zajmowania się brzmieniem przed ponad trzydziestu lat, ten nie ma co tutaj szukać. A dla ci, których to interesuje, zapraszam do małej lekcji historii razem z brzmieniami Polish Funk.

Rok 1970 przyniósł kilka spektaktularnych wydarzeń. Obok premiery filmu Marka Piwowskiego Rejs, zespół ABC nagrał utwór "Za Dużo Chcesz". Zawadiacki słowiański soul emanujący niespożytą energią. Kiedy w 1971 roku cały świat obserwował kosmiczny wyścig pomiędzy USA a ZSSR (start statku kosmicznego "Apollo 15" versus wyniesienie na orbitę pierwszej stacji orbitalnej, radzieckiej "Salut 1") dobrze zapowiadający się pianista Piotr Figiel stworzył free jazzowego "Dyplomowanego galernika", który znalazł się na jego debiutanckim albumie "Piotr". Natomiast osiem lat później ten krakus nagra razem ze swoim zespołem - Piotr Figiel Ensemble jazzfunkową perełkę "Agent 008" przypominającą oprawę dźwiękową filmów typu "Kojak" czy "Gorączka Sobotniej Nocy". Rok 1972 obfitował w wydarzenia mające miejsce w Polsce: otwarcie granicy pomiędzy NRD a Polską, wizyta prezydenta USA Richarda Nixona w Warszawie czy odkrycie potężnych złóż węgla kamiennego na Lubelszczyźnie. "Panie, co pan" okazał się jednym z ostatnich numerów nagranych przez zespół Bemibek, której częścią była Ewa Bem. Zespół ten, związany niegdyś z warszawskim klubem Hybrydy, stworzył jazzdance’owe pirłety, które poruszyły by cały Nowy Orlean w wir tańca, gdyby Polska była ówcześnie wolnym krajem. Kiedy w 1973 roku nagrano adaptację "Wesela" Stanisława Wyspiańskiego w wykonaniu Andrzeja Wajdy, pojawił się "Introduction" ekipy Novi Singers. Ekipa ta, często nazywana polskim odpowiednikiem francuskiego The Swingle Singers, narobił tym nagraniem niezły szum wokół modern jazzu, w którym głosy odgrywają rolę instrumentów. W 1974 roku swoje 80 urodziny obchodził Jarosław Iwaszkiewicz, a Czerwone Gitary nagrały "Codę" – zadziorny, funkujący big beat. Ćwierć wieku później będą inspirowali się nim zagraniczni producenci downtempo. Kto nie wierzy w moc tego zespołu, ten automatycznie zmieni zdanie po tym numerze. W 1975 roku kraj został podzielony na nowe 49 województw. To także okres, w którym kompozytor Henryk Debich wykonał legendarny temat z filmu "Shaft" Isaaca Hayesa oraz wykreował "Bądz Wieczorem W Dyskotece". Ten pierwszy to wirujący z przedkością tajfunu Katrina filmowy free jazz, a ten drugi – bigbeatowa projekcja na polskim gruncie klimatu nojoworskiego Broadway’u. Rok 1976 to okres strajków w Radomiu oraz Ursusie. Kiedy robotnicy walczyli z podwyżkami, narzuconymi odgórnie przez rząd, band Breakout wydał jedną z ostatnich swoich płyt "NOL". To z niej pochodzi "Słuchaj Rytmu" – blues’owe potykiwania o bardzo wyczuwalnej południowoamerykańskiej folkowej otoczce - mimo że stworzyli go ludzie zza żelaznej kurtyny. Rok 1977 kojarzy się przeważnie z mordem politycznym dokonanym na studencie Uniwersytetu Jagiellońskiego – Stanisławie Pyjasie. Gdy w stolicy Małopolski miała miejsce załoba, niedaleko od Wawela, na Śląsku formacja Big Band Katowice stworzyła "Sorcerer" – przewodni motyw nagrania "Experience" Keitha Jarreta. Nadali mu niezwykle mobilną postać free jazzu. W 1978 roku odbyły się 50. Międzynarodowe Targi Poznańskie. W tym samym mieście wokalistka Grażyna Łobaszewska wraz z zespołem Egro Band spłodziła "Za Górą Gór" – pogodny, charakteryzujący się letnim ulicznym zgielkiem, falujacy ciepłem funk. Kilkaset kilometrów na południe od stolicy Wielkopolski, swój najnowszy utwór "Z Nutą W Herbie" zaprezentował Jerzy Milian - członek sekstetu Krzysztofa Komedy. Lata 70. zamyka rok 1979. Okres pierwszej wizyty papieża Jana Pawła II w Polsce, jak i także okres narodzin "Jak Ja To Wytrzymam" – funkowego, prehouse’owego nagrania w wykonaniu Kombi. To pokazuje, że Chicago nie było jedynym miejscem, w którym rodziła się muzyka taneczna.

Pierwsza część serii "Polish Funk" została wydana w dwóch wersjach: analogowej i kompaktowej. Ta druga jest dodatkowo poszerzona o dwa bonusowe nagrania autorstwa Kombi oraz Piotr Figiel Ensemble. Jest to bez dwóch zdań obowiązkowa pozycja dla tych, którzy cenią sobie spuściznę rodzimej muzyki, która nie musi być koniecznie utożsamiana z Dodą, hiphop polo, Kalwi & Remi czy Gosią Andrzejewicz. Warto jednak wiedzieć, że muzyką zawartą na "Polish Funk" inspirują się takie postacie jak: Jazzanova, Andy Votel, The Cinematic Orchestra, Jimi Tenor czy DJ Vadim, a cena krążków poszczególnych kompozytorów na internetowych aukcjach dochodzi nawet do kilkuset dolarów za sztukę.

07:35, marcin.nieweglowski , Pod ucho
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 28 stycznia 2008
Królestwo Margarytek

Intensywnie barwne i eleganckie downtempowe kompozycje okraszone zmysłowym żeńskim wokalem. Tak estetycznie zapowiada się "Kingdom of Patience" – debiutancka płyta polskiego duetu Margareds’. Pojawi się ona na początku lutego.

Okładka płyty

Pomysł na stworzenie takiego projektu wpadł w 2006 do głowy dwóch mieszkańców Bydgoszczy: Małgorzaty "Goosi" Dziemitko-Gwiazdowskiej oraz Jakuba "Czerwonego" Czerwińskiego. Powodem powstania było obupólne zafascynowanie możliwościami tworzenia nieskończonych kombinacji dźwiękowych. W ich mniemaniu muzyka to ta lepsza część życia, do której można uciec po walce z przeciwnościami codziennego życia. Na dodatek Małgorzata była zawsze uzależniona od magii śpiewu. Mikrofon i praca nad własnym wokalem stały się jej drugim "ja". Mówi się także o niej jako o muzycznym pasjonacie, który potrafi poświęcic bardzo wiele dla tej sztuki. Ich drogi zbiegły się niedaleko po tym, jak Jakub rozstał się grunge’owym zespołem Zoo. Zanim jeszcze rozpoczęli na dobre współpracę, Małgorzata przeniosła się do Angli na studia do Buckinghamshire New University z zakresu zarządzania przemysłem muzycznym. Oddzieleni Kanałem La Manche członkowie Margareds’ zaczęli pracę na odleglość, wręcz telepatycznie.

Margareds - fot. Janusz Wójcik

Przez cały ubiegły rok Gosia i Jakub pracowali nad swoim debiutanckim materiałem. Rezultatem czego stał się zbiór trzynastu nagrań stanowiące fundament albumu "Kingdom of Patience". Powstawały one przy współpracy z muzykami z zaprzyjaźnionych kapel rockowych (Mehico: Daniel Dziemitko; George Dorn Screams: Magdalena Powalisz, Radek Maciejewski, Wojtek Trempała) oraz reggae'owych (Dubska: Filip Racinowski). Za słowa do utworów obok samej Dziemitko-Gwiazdowskiej, odpowiedzialna jest także Ewa Modlińska, która napisała dojrzałe teksty do dramatycznego "Bitch" oraz wyluzowanej, jazz-rockowej "Insomnii". Całość debiutanckiej płyty "Kingdom of Patience" tworzy szerokie spektrum kategoryzacji komiwojażerowego brzmienia downtempo. Obok nastrojowych, balladowych aranżacji ("In The Middle") nie zabraknie bardziej witalnego, wręcz wiosennego grania ("Stillborn"). Choć to drugie będzie bardziej dodatkiem aniżeli standardem. Na "Kingdom of Patience" słychać wiele przeróżnych inspiracji. Z jednej strony gotycki Paradise Lost, rockowy Mazzy Star oraz Depeche Mode. Z drugiej zaś triphopowy Massive Attack oraz dojrzały pop Goldfrapp. Natomiast sama Gosia ze swoim charyzmatycznym i poruszającym głosem brzmi momentami jak Tori Amos, a chwilami nawet jak Elizabeth Fraser.

Album "Kingdom of Patience" to ponad godzinna sesja bardziej czy mniej pulsującego gęstością triphopu, o bardziej lub mniej zaakcentowanym jazzowo-postrockowym posmaku. Ostatecznie debiutancki album duetu Margarets’ pojawi się z dniem 1 lutego nakładem bydgoskiego wydawnictwa Bur Media. Na ich profilu Myspace można posłuchać czterech nagrań z ich pierwszego longplaya.

14:18, marcin.nieweglowski , Świeżynki & rodzynki
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 8