Niekonwencjonalna elektronika, niezależny hip hop, awangardowy rock, muzyka klasyczna i filmowa oraz jazzowe nurty w jednym miejscu





View Marcin Nieweglowski's profile on LinkedIn

Zobacz mnie na GoldenLine

Popieram Kodeks Blogerów

LINKUJMY! - akcja hipertextowa

Number of online users in last 3 minutes Number of online users in last 3 minutes


Blog > Komentarze do wpisu
Marriott dla Nelson'a

Jedno z ostatnich objawień jazzowej sceny z Seattle - trąbkarz Thomas Marriott zafundował bardzo trudny i wymagający sprawdzian swojemu artystycznemu kunsztowi. Postanowił on zmierzyć się z kompozycjami Willie'go Nelson'a - legendy sceny country.  I tak o to Thomas spłodził "Crazy: The Music Of Willie Nelson" - najbardziej odważny zbiór dzieł pokazujące zarazem szerokie synkopowe spektrum tego amerykańskiego artysty.

okładka albumu

Nikt o nim wcześniej nie słyszał w Polsce. Tak wynika z moich wywołań w Google. Najważniejsze - nie należy go mylić z członkiem brytyjskiej grupy Pest. Dokonania Marriott'a często porównuje się z twórczością innego amerykańskiego trąbkarza - Dave'a Douglas'a. Zaczynał on pod koniec lat 90. i to mocnym akcentem w postaci wygrania prestiżowej nagrody "Carmine Caruso International Jazz Trumpet Competition". Dorobił się on dwóch albumów. A w sumie to trzy, gdyż często predebiutancki "Open Season" jest jakimś trafem pomijany w jego twórczości. Z dwóch pozostałych longplayów Thomas'a moją uwagę przykuł bardziej Individuation za złożone oblicze nowoczesnego jazzu. W przeciwieństwie do Both Sides Of The Fence, w którym Marriott wydawał się dla mnie zbyt wygładzony, grzeczny. Ogólnie zbyt spokojny dla mojej zwichrowanej duszy :-).

Podobnie jak nowojorczyk Dave Douglas składał ostatnio hołd twórczości swojemu zmarłemu mentorowi - Jimmy'emu Giuffre, tak Thomas wykonał podobny gest, choć w pełni żyjącemu adresatowi. Zabrał się on za repertuar Wille Nelson'a - folkowo-blues'owej ikony z Teksasu. W rozmowie z Christopher'em DeLaurenti z "The Stranger" Marriott przyznał, iż przyszedł najwyższy czas na uzupełnienie swojego leksykonu nagrań - osobistego repertuaru standardów. I tak wyszło szydło z worka, a raczej  longplay Crazy: The Music Of Willie Nelson. Nie usłyszymy już na nim tego samego kwintetu Thomas'a. Wszystko bardziej się kręci eksperymentalnie kotłując się. Nie ma żadnej obawy o to, że dojdzie do masowej profanacji muzyki country. Tam gdzie wymaga tego konwencja, ekipa Thomas'a jest bardziej ostrożna i wysublimowana w swojej treści, jak to jest w swingujących szeptach "The Great Divide" czy klasyce country "Crazy", który został spowolniony i jakby swobodnie puszczony na pastwisko. Dużo jednak na tej płycie freejazzowego wyjścia ze standardów, jak to jest w noise'owym aliansie "Write Your Own Songs" czy jazzowo-reggae'owo-rockowym konglomeracie "Time Slips Away". Liberalizm w interpretacji z dużą dawką racjonalizmu opartego na docenianiu korzeni kultury, której się jest częścią.

To już drugie w tym roku tak ważne wydawnictwo będące sygnałem szacunku, jakim darzy się muzykę Willie Nelson'a. Pierwszym był wspomniany album Thomasa, a kolejnym "Two Men With The Blues" - wspólny longplay magika nowoorleańskiej trąbki - Wynton'a Marsalis'a z tą ikoną country dla szacownej Blue Note. A kończąc moją dysputę na temat "Crazy: The Music Of Willie Nelson" po raz pierwszy u Marriott'a wyczuwalna niezwykła ważność funkcji pełnionej przez każdego z członków tego kwintetu. Wszak jego trąbka dalej zaczarowuje pierwszy plan. Ale dzięki nieobliczalnej perkusji Matt'a Jorgensen'a oraz elektronicznym klawiszą Ryan'a Burns'a wszystko idzie zgodnie z planem do przodu.

środa, 26 listopada 2008, marcin.nieweglowski

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: