Blog > Komentarze do wpisu
Ubóstwienie paralelnej rzeczywistości
Po ponad roku przerwy psybientowy projekt Sundial Aeon powraca do gry. "Apotheosis" to doskonała pozycja dla tych, co lubują się dyskografii francuskiej Untimae czy duńskiej Sofa Beats.

Sundial Aeon to jedyny znany mi polski kolektyw, który świetnie realizuje się na Zachodzie w chillout’owej estetyce nasiąkniętej psychodeliczną mantrą. Powstał on jesienią 2005 rku z inicjatywy dwóch muzyków: Radosława "Raiden’a" Kochmana (członka Aural Planet) oraz Daniela "Dana" Lulkowskiego. Kilka miesięcy później dołączyli także: Jarosław Giku Jacek oraz Patryk "Revisq" Gegniewicz. Obaj odpowiadają także za eksperymentalny duet Itoa. W takim kwartecie muzyków wywodzących się z demo sceny zadebiutowali (początkowo jako Sundial) w połowie 2006 albumem Metabasis. Dostarczyli oni 70-minutowej przejażdżki, eskapady po przestrzennych, mistycznych i melancholijnych chilloutowych kombinacjach w połączeniu z elementami zaczerpniętymi z transowej psychodeli, idmu oraz trip hopu. W październiku 2006 roku do kolektywu dołączył rosyjski muzyk Vladislav Scann-Tek Isaev. Mniej więcej w tym samym czasie zespół zmienił nazwę z Sundial na Sundial Aeon. W tym roku ten polsko-rosyjski kolektyw uraczył swoim drugim albumem Apotheosis. Sundial Aeon zaprosił do innego wymiaru.
Podobnie jak było w przypadku "Metabasis", „Apotheosis” został nagrany dla portugalskiej wytwórni Flow Records, dla której stali się mistrzami psychodelicznego ambientu. Słuchając pierwszy raz drugiego albumu kolektywu Sundial Aeon poczułem lekkie deja vu. Przypomniała mi się pierwsza płyta Aural Planet Lightflow. Jednakże stan ten trwał tylko przez chwilę, bo szybko otrząsnąłem się z sonicznej hipnozy. Choć nie trwało to na długo. W kolejną długą, trwającą ponad godzinę, hipnozę wleciałem wraz z pierwszymi dźwiękami wydobywającymi się z "Apotheosis". Klimat obu płyt różni się w znaczący sposób. Na "Matabasis" można było wtopić się podwodny świat. Poznać utopię wyciągniętą z zaginionej Atlantydy."Apotheosis" to lot w najwyższe partie gór, ku dźwiękom z zagubionemu w Himalajach królestwu Bhutanu. Każde z nagrań to niczym wyciąganie przez Sundial Aeon asa z rękawa – tajemniczość i nieprzewidywalność w pełnej krasie. Projekcja ezoterycznej sagi. Każde nagranie zostało stworzone niczym szydełkowanie irracjonalnymi obrazami wyciągniętymi ze snu. Jedenaście wariacji orientalnego rekwiem.
"Apotheosis" to najlepsza rzecz, jaką człowiek może sprawdzić swojemu mózgu. Masaż dla szarych komórek oraz zapracowanych i nierzadko przeciążonych neuronów. Ktoś kiedyś powiedział, że pisanie o muzyce przypomina tańczenie na temat architektury. Album Sundial Aeon jest tego doskonałym przykładem. Psychodeliczno-ambientowa apoteoza artyzmu, której sedno nie mieści się daleko ponad sztywno pojmowaną lingwistyką.
wtorek, 18 grudnia 2007, marcin.nieweglowski