![]() ![]()
|
Blog > Komentarze do wpisu
Odświeżacz płyt #8
Na europejskiej scenie muzyki instrumentalnego hip hopu pojawiła się nowa twarz. Nie jest nią kolejny przedstawiciel z Wysp Brytyjskich czy Niemiec, a kolejny reprezentant znad Sekwany - 9th Cloud. Może jego skromne doświadczenie (jedna EPka & dwa albumy) nie można równać się z twórczością Waxa Tailora, TTC, DJ Cama, Jazz Liberatorz czy Birdy Nam Nam, ale warto w tym wypadku sparafrazowac znane polskie przyslowie: nie odrazu Kraków zbudowano. Ten 28-letni producent z Marsylii pojawił się niespodziewanie w czerwcu 2004 roku z debiutanckim singlem "Vinyl EP 01". Pięć nagrań, których celem było przygotowanie słuchania instrumentalnego hip hopu i trip hopu do nadejścia jego pierwszego krążka długogrającego. Wynikło z tego lekkie poruszenie na scenie i wyczekiwanie na jego album. We wrześniu 2004 roku z łona francuskiej wytwórni Key On A Records pojawił się "A Monkey In A Yellow Hat" - oczekiwany longplay. Muzyczna prasa z nad Sekwany rozpisywała się na temat płyty Dziewiątej Chmury w samych superlatywach. Brakowało w tych recenzjach jeszcze tylko armii zachwytów w stylu "ochów" i "achów". Dla pozafrancuskiego poletka płyta okazała się słaba, gdyż promujący ją singiel i nagrania na nim zawarte były jedynymi mocnymi stronami tego albumu. Kanadyjski magazyn muzyczny "Exclaim!" komentując dokonania tego 28-letniego Francuza do końca 2004 roku, napisał, że: "A Monkey In A Yellow Hat" jest bardzo mocnym wprowadzeniem do dotychczasowego dorobku 9th Cloud i będzie niezwykle ciekawie, jak ten młody człowiek rozwinie swoje brzmienie w przeciągu najbliższych kilku lat. Po ponad dwóch latach od pierwszego albumu, w listopadzie 2006 roku pojawił się jego drugi longplay. Trzynaście nagrań, składających się na "Delicate Sound", to kontynuacja jego jazzowo-funkowego ponurego miksu. Trudno mówić w tym wypadku o jego rozwoju, gdyż cofa się do swoich początków. W jego ostatnich kompozycjach słychać brak wychodzenia po za bezpieczne instrumentalne granice. Wynikiem tego są odgrzewane do granic możliwości ilustracyjne motywy ("Fresh Style One", "Having Fun With Your Mouth", "Into Their Minds"). Choć początek "Delicate Sound", w postaci neonowych efektów rodem z M-Tronic w "Jazz Followers", nie pokazuje takiego zejścia w dół. Lecz warto oddać mu hołd za hipnotyczne tempo i czasami ciekawe pomysły - podchody aranżacyjne (postrockowy "Second Sight", quasigotycki "Fucking Square Deal", r'n'bowy "International Business Morphinng"). Do pracy nad płytą 9th Cloud zaprosił dwóch swoich znajomych: PHM'a (beatboxera) oraz Diom'a (mistrza ceremonii). Mimo że oboje napracowali się przy współtworzenia dwóch nagrań na "Delicate Sound", to (biorąc ocenę całościową) na dobre wyszło jedynie temu drugiemu (filmowy "Benem Histoire (Une Autre Histoire)"). Tego producenta z Marsylii charakteryzuje niestety brak pozytywnej zachłanności twórczej i otwartości. Większość numerów z "Delicate Sound" to zbite kompozycje i ustawione w szeregu na baczność niczym w wojsku. O ile delikatności 9th Cloud można nie zarzucić, o tyle nie idzie ona w parze z subtelnością, której (jako kluczowego elementu w instrumentalnych kompozycjach) bardzo brakuje na jego drugim albumie. sobota, 03 listopada 2007, marcin.nieweglowski
TrackBack
|